sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 13


Wyjście 

20 lipiec 2012
Cooper nie widział przez ostatnie dni Natallie. Nie zamierzał na nią nasikać, pewnie przeżywała. Rozumiał. Dla niego też mówienie o przeszłości było bolesne. Jednak on nie miał poczucia winy, może miał, ale nie takiego poczucia. Ale dziś był 3 dzień od kiedy nie wyszła w ogóle z pokoju!Chciał ją zobaczyć. Przytulić. Była jak lek na całe zło. Wiedział czego chce, wiedział, że ją kocha. Nie jak Marriete czy Ashton. Prawdziwie. Taką jaką jest. Z wszystkimi zaletami i wadami, jeśli w ogóle je miała. Postanowił, że powie jej to. Poszedł pod jej pokój, jednak nikogo tam nie zastał. Wyszedł na podwórko, gdzie natknął się na Cecylię
-O Cooper, nie spodziewałam się Ciebie. Podobno gdzieś byłeś
-Tak, byłem z Nat
Jad z jej słów dusił. Był jak trucizna
-A tak, z tą żmiją
-Nie mów tak o niej
-Nie zasługuje na Ciebie. Ja do Ciebie lepiej pasuje -podeszła bliżej jednak on się od niej odsunął -Będziemy świetną parą -zamrugała rzęsami
-Nie, dziękuję
-Woli tą kretynkę?
-Wolę Nat
-Co to w niej widzisz?
-To czego nie ma w tobie
Zrażona 'królowa' poszła do budynku, on został. To była prawda co jej powiedział. Cecylia była podobno do Marriete. Wszystko musiały mieć, uważały się za pępek świata, a tak naprawdę były plastikami. Ashton może nim nie była, ale była płytka. Różniły się od Nat i za to ją kochał. Była wrażliwa, zamknięta  w sobie. Była sobą i  nikogo nie udawała. Przysiadł na ławce i zastanawiał się co jej powiedzieć
*W tym samym czasie*
-Natallie, ale to nie jest wyjście
-Jest
-Nie możesz! Proszę Cię
-Mogę, to jedyne wyjście
-Natallie, a Cooper -próbowała przemówić jej do rozsądku- Przecież wiem, że Ci na nim  zależy
-Nic nie wiesz.... ja sama nic nie wiem, nie umiem
-Umiesz
-Daj spokój. Proszę Cię o jedno, nie wtrącaj się i nikomu nie mów
-Ale
-Żadnych ale. Zrób to jeżeli mnie lubisz i jesteś moją przyjaciółką
-Dobrze
-Dziękuję
Wyszła z pokoju
Wtedy Julia otworzyła okno i zauważyła Coopa. Zawołała go, a on przyszedł bardzo szybko
-Co się stało?
-Natallie chce...
-Jezu, mówisz serio?! -nie wierzył
-Tak
-Kiedy wyszła?
-Chwilkę temu
-Gdzie może być?
-W toalecie, na dachu, nie wiem
Poszedł do pierwszego miejsca jakie wskazała. Tylko jedna kabina była zamknięta
-Natallie, wiem, że tam jesteś
-Idź stąd!
-Nie, nie pójdę. Nie teraz, nie dziś, nie pójdę nigdy
-Nie rzucaj słów ...-usłyszała odkluczanie zamka i go zobaczyła
On też chyba był nieco zszokowany. Podszedł bliżej i kucnął obok
-Natallie, ja Cię kocham
-Cooper....
-Nie przerywaj mi, proszę. Jesteś wyjątkowa. Nigdy do nikogo tego nie czułem. Razem damy radę -wyjął z jej rąk żyletkę i ją delikatnie pocałował- Jesteś dla mnie wszystkim
Wstał i wyszli z łazienki
-Proszę nie rób tego więcej
-Spróbuję
-Obiecaj
-Obiecuję, że się postaram
-Ohh, zawsze zbuntowana
Poszli na podwórze i siedzieli tam do wieczora. Nie widzieli już królowej
-Chyba powinniście już wracać
-Już, proszę pana
Weszli do budynku, który już najprawdopodobniej spał. Nati czuła się inaczej, jakby ciężar, który dźwigała ją opuścił. Kolejna dobra rzecz wypływająca z Coopera. Czuła, że on ją na serio kocha i ona też go kochała. 
-Idź już spać
-Nie dyryguj mną
-Dobrze, idź już spać, proszę
-Tak lepiej. Dobranoc
Po położeniu się do łóżka uznała, że to był zakręcony dzień.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz