czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 12





Wcale nie chciałam tego słyszeć

Obudziła się wraz z wschodem słońca, a on był obok niej. Nie wiedziała czy to jej się śniło czy to zdarzyła się naprawdę, ale pamiętała, że Coop powiedział 'Też Cię kocham'. Dzisiaj mieli wracać do domu, a ona..... Nie chciała wracać. Obrócił głowę i prawie swoimi ustami dotknęła jego ust. Obudził się
-Już wstałaś?
-Nie mogłam spać dłużej
-Uroki spania na świeżym powietrzu -przeciągnął się -powoli trzeba się zbierać
Wstała i zaczęła sprzątać po wczorajszym ognisku. On tymczasem nadal leniuchował
-Fajnie było tu z tobą przyjechać
-Cieszę się, że Ci się podobało
-Wiesz, z nikim się tak świetnie nie bawiłam, ale teraz rusz ten leniwy tyłek i mi pomóż
-Już
I on wstał. Złożył namioty i spakował resztę do plecaka. Miał w głowie milion myśli. Wszystko co było proste nagle się skomplikowało. Mętlik, burza, pustka jednocześnie. Nie wie co robić. Prosta linia nagle zaczęła być krzywa. Musi porozmawiać z Markiem, musi.... Życie płata niezłe figle, musiał to przyznać
-Ja już skończyłam
-Ja w sumie też
-To co teraz?
-Możemy iść do domu lub drugi raz na tamto wzgórze
-Wzgórze
-Dobra
Poszli w kierunku owego miejsca. Słońce zaczęło już porządnie grzać i robiło się coraz cieplej. Wszelkie stworzenia wychodziły z norek. Z góry było widać jakieś panie wieszające śnieżnobiałe pranie, dzieci biegające wokoło a za nimi pieski. Było to takie.... rodzinne
-Nigdy nie miałam dzieciństwa. Mike wyprowadził się a raczej uciekł gdy miał 17 lat. Grał na gitarze w takiej kiczowatej kapeli BiLong. Biegam tak, ponieważ trenowałam z tatą, jednak gdy stracił pracę zaczął pić i wciągnął matkę. Ojciec później często ją bił. Jednego dnia wyszła z domu, podczas imprezy a raczej kolejnego wieczorku pijaństwa. Wróciłam późno, a o wściekły ojciec uderzył i mnie. Wybiegłam z domu. Mieliśmy zepsutą kuchenkę a pijana mama zapaliła papierosa w pomieszczeniu. Mieszkanie poszło z dymem. -zaczęła szlochać -Wraz z nimi zginęła Bella
Teraz zrobiło mu się głupio, nie znalazł żadnego odpowiedniego słowa. Po prostu podszedł i ją przytulił
-Tak mi  przy.....
-Nie współczuj mi, proszę
-Ale...
-Nie! Wiem co chcesz powiedzieć -odsunęła się - i tak ich kocham. I pamiętam jako tych ludzi zanim zaczęli pić. Nigdy nie szukałam współczucia ani zrozumienia. powiedziałam Ci, bo Ci ufam i uważam, ze zasługujesz by wiedzieć
-Dobrze więc -pogłaskał ją po głowie, cały czas przytuloną do siebie - Mogę jeszcze tylko wiedzieć kim jest Bella?
-Bella był moją młodszą siostrą. Miała tylko 11 miesięcy. Powinnam ją był wtedy wziąć ze sobą
-Miałaś tylko 10 lat
-No to co, dzisiaj żyłaby
-Nie zadręczaj się, życie biegnie dalej
Miał rację, jednak nie przyznała mu tego. Nie głośno
-Dziękuję, bo pokazałeś mi inną stronę życia, dziękuje, bo dostałam kawałek dzieciństwa. Dziękuje -otarła ostatnią z łez -Możemy iść
-Jesteś pewna
-Tak
Wyruszyli więc w drogę powrotną. Według niej plecaki były cięższe niż jak szli tu. Pewnie przez namioty. On chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak nie wiedział co. Wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało. Było jeszcze bardziej pogmatwane niż wcześniej. Nie tak to sobie wyobrażał. Nie tak miało być. Jednak czasu nie cofnie i nie chce tego robić. Chciał być tu i robić to
-W takim tempie zdążymy na obiad
-Nie jestem głodna
Tak jak przewidywał zdążyli przed podaniem do stołu. Odstawił ją pod drzwi i poszedł zdeklarować pani wychowawczyni, że wrócili. Ona w tym czasie zrelacjonowała Juliannie przebieg wycieczki
-Zazdroszczę Ci i jednocześnie gratuluje Coopowi, że dzięki niemu  się otwierasz
-Bardzo zabawne. Zabiorę Cię tam kiedyś. Opowiedziałam Cooperowi swoją historię
-Foch, jemu powiedziałaś po tygodniu znajomości a mi po 3 latach
-Wybacz. Wiesz idę teraz do niego. Muszę mu coś oddać
-Leć
Gdy wyszła z pokoju od razu usłyszała, że ktoś rozmawia. Po chwili zauważyła Coopa. Rozmawiał przez telefon. Postanowiła podsłuchać nie ujawniając się. Nagle usłyszała 'Ja ją chyba kocham'......
*********************************************************************************
Witam. Ten rozdział jest bardzo wzruszający. Sama się popłakałam. Mam nadzieję, że przekaz dotrze, bo on też jest tu zawarty. Czy Coop wykorzysta szansę? Czy Natallie się otworzy? Czy wszystko będzie dobrze? Dowiecie się w następnym rozdziale ;)
Pozdrawiam
Laur Cia

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 11



Kim ty jesteś?

Rano Natallie wstała przed Cooperem. Korzystając z okazji ubrała komplet rzeczy, przygotowanych przez Julianne. Naprawdę uczucie towarzyszące przebywaniu na wsi było cudne. Musi kiedyś wyciągnąć tu Julię. Wyszła z namioty rozglądając się. Polana był naprawdę śliczna. Trawa jeszcze wilgotna od porannej rosy. Wyszła boso, oddychając świeżym powietrzem. Zauważyła nie daleko przy płocie jakąś panią. Postanowiła podejść do niej
-Dzień dobry
-Dobry, co was tu sprowadza? Wakacji się  miejscowym zachciało?
-Nie, ja tu z Cooperem, jestem. Chciał mi pok...
-Ah, ten dzieciak. Same problemy i..
-Czemu pani tak mówi? On przeżył tragedię
-Tragedię? Tragedię to jego rodzice mieli z nim
Wtem poczuła, że ktoś ją pociągnął do tyłu
-Chodź
Coop wziął ją stamtąd
-O czym ta kobieta mówiła?
-Nie wiem, coś z nią nie tak
-Ona twierdzi, że....
-Ufasz obcej kobiecie czy mi -wtrącił a w jego oczach była widoczna złość
-Ufam sobie
Zdenerwował ją. Coś było nie tak. Najpierw on mówi o wypadku, potem sąsiadka przeczy. Najgorsze, że.... nie. To nie ma sensu
-Okej, dobra. Masz prawo. Mam dla Ciebie niespodziankę
-Kolejną?
-Mhm
Zjedli w drogę i wyruszyli dalej. Poszli kawałek za wzgórze, na które ostatnio wbiegali. Nat ujrzała sad, jednak był on niezwykły. Na każdym drzewie była drewniana tabliczka z jakimś napisem. Chodziła od drzewa do drzewa, a on jej się przyglądał. Wyglądała jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Słodka jak taki cukiereczek. Uśmiechała się jak nigdy
-Wow -powiedziała przy ostatnim drzewku -to jest niesamowite
-Ty jesteś niesamowita -dodał cicho
Co powiedziałeś? -myślała, ze się przesłyszała
-Że ostatnie jest najfajniejsze
-Mhm, zgadzam się
Udawała, że nie dosłyszała wtedy, chociaż bardzo dobrze słyszała. Podeszła do miejsca w którym stał
-Warto było tu przyjść -jeszcze raz spojrzała na sad -robi wrażenie
-Temu Cię tu zabrałem. -'Bo ty też robisz wrażenie' dodał w myślach - Głodna?
-Trochę
-Co powiesz na kanapki?
-Brzmi okej
Poszli do obozu
-Dla ciebie
-Dziękuję
-I jak Ci się podoba?
-Jeszcze pytasz
-Wieczorem mam jeszcze jedną niespodziankę
-Wykończysz mnie
-Ostatnią noc trzeba uczcić ogniskiem
Spojrzała na wzgórza. Tyle natury, przyrody. Tyle życia, beztroskiego życia. Teraz i ona mogła go zaznać. Tak jakby uchylił jej kawałeczek bezchmurnego nieba pośród burz
-Idziemy po drewno
-Mhm
Kolejna prymitywna rzecz, która miała dla niej wielką wartość. Weszli kawałek w las. Pokazał jej, które drewno ma zbierać. Przy okazji zauważyła kilka niebieskich ptaszków. Siedziały między gałęziami na drzewach, śpiewając melodie, jakby snując historię.Zeszło im dłużej niż Coop myślał. Wyszli z lasu, gdy zaczęło się robić ciemno. Przygotował wszystko do ogniska i je rozpalił. Na jednym większym pniu mięli usiąść
-Angar, walcz -dźgnęła go patykiem jak pirat mieczem
-Nawet nie wiesz na co się piszesz -zaakceptował jej wyzwanie
Walczyli patykami i świetnie się przy tym bawili. W końcu Coopowi wypadł patyk i był bezbronny
-Błagaj o życie, nędzna płotko -powiedziała zachrypłym głosem
-Koniec zabawy, wygrałaś. A teraz nadziej na szablę pianki i je ładnie opiecz
-Z chęcią
Usiadł obok niego i piekli pianki
Było już nieco późno
-Chyba będę tu dziś nocowała przy ognisku
-Okej, przypilnuję Cię -objął ją ramieniem
-Kocham Cię normalnie -zamknęła oczy
Westchnął i odłożył kije na bok
-Ja Ciebie też kocham......








Serce

-Gdy już dotrze do serca nie ma odwrotu 
i zaczyna czarować. Po czym wyrusza
w dalszą drogę...-

















piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział 10



Czy to możliwe, abym ....

Rozejrzała się wokoło. Dużo zieleni, pola, łąki, kilka małych chat. Typowy wiejski krajobraz. I to czyste powietrze. Upajała się tym. Teraz zazdrościła Cooperowi tego, tego wszystkiego. Już sobie wyobrażała jak to musiałoby być cudowne tak obudzić się rankiem słysząc gdakanie kur. Latem boso wyjść na łąkę, zażyć kąpieli słonecznej i popływać w strumyku. Zimą pojeździć sankami, zrobić anioły na śniegu. Ona tego nie zaznała, a teraz miała spędzić tu trzy dni. Trzy bajkowe dni. Dla niej bajkowe, dla nie których pewnie koszmar. Już wyobrażała sobie dzieciństwo tu, więc teraz rozmyślała o wykorzystaniu jak najlepiej tych dni
-Halo, baza do Natallie. Żyjesz?
-Tak, tak. To jest ....niesamowite
-To jest wieś. Chodź, pokaże Ci gdzie będziemy mieć obóz
-Co?
-Jesteś przytomna? -przyłożył jej dłoń do czoła
Dopiero teraz się ocknęła
-Tak, tak
Poszła za nim i po dotarciu na miejsce otworzyła szeroko usta
-Kiedy ty to?
-Wczoraj -wyszczerzył się
-Wow
-Chciałem by było Perfect
Przytuliła go. Fajnie było mieć przyjaciela a zwłaszcza takiego fajnego. Dawno nie czuła się tak dobrze, chyba nigdy właściwie
-To co? Zostawimy tu plecaki i idziemy zwiedzać
-Nikt ich nie ukradnie
Wybuchnął śmiechem
-No co ty. Tu jest spokojnie
-Zaufam Ci
Mimo, iż mu Ufała to nadal nie Zaufała. Nadal miała w sobie barierę, której nie chciała łamać. To było chyba ostatnie po dawnej Natallie
-Jezu, oddaj mi Natallie
-Co Ci nie pasuje?
-Jesteś dzisiaj strasznie nieobecna
Dopiero teraz zauważyła, że są już kawałek od miejsca gdzie mieli spać. To fakt, rozanieliła się dzisiaj zbytnio. Było tu zbyt cudownie
-To twoja wina -poszła kilka kroków w przód
Tak, było tu cudownie
-Uważaj -nie zrozumiała o co mu chodziło i dalej stała w tamtym miejscu. On zauważył, że ona w ogóle nie rozumie. Drugi raz zawołał a ona niv. W końcu naprawdę zrobiło się niebezpiecznie, więc podbiegł do niej, żeby ją odciągnąć. I wylądował na niej, przewracając ich oboje
-Nie zauważyłaś traktora? Mógł Cię zabić!~-to było jak zimny prysznic
-Jezu, nie mów
-Oh, Natallie Natallie
-A możesz już ze mnie wstać?
No tak, nadal na niej 'leżał'. Jednak mógł utonąć. Mógł zginąć. Wstał i pomógł jej wstać.
-Przepraszam
-Nie no spoko -dała mu całusa w policzek -a to za uratowanie życia
-Opłaca się to robić. -Czy on naprawdę powiedział to na głos?!
-Głupek, gdzie teraz?
-Może tam na wzgórza -wskazał ręką
-Kto pierwszy - i pobiegła w ich stronę, nie czekając na odpowiedź
Zanim zdążył się obejrzeć była już prawie na połowie. Ruszył za nią biegiem. Dobra, pod drogę był lepsza jak i na prostym odcinku. Ogółem była świetna i .... niesamowita. Tak, musiał to przyznać. Była magiczna. Inna. Cudowna
-Boże, co ona ze mną robi? -powiedział pod nosem
Przybiegł na górę kilka minut po nie. Ona w tym czasie została już oczarowana widokami
-Chyba trzeba Ci zawiązać nogi
-Przesadzasz. Brak Ci kondycji
-Bardzo zabawne
-Jednak prawdziwe -usiadł na trawie -biegniemy z powrotem?
-Zapomnij -chwycił ją za nadgarstek -nigdzie nie biegniesz
-Jesteś pewien? -wyrwała mu się i zerwała na nogi
-Natallie, proszę
-Zapomnij -i pobiegła w drogę powrotną
Nie mógł się nią nadziwić. Była niesamowita. I kompletnie inna od pozostałych dziewczyn. Nie wiedział czemu.. ale wiedział, że nie powinien. Pobiegł za nią
-Umiesz rozłożyć namiot, sprinterko?
-Ty już chcesz iść spać? Boże jak to zabrzmiało -zrobiła się cała czerwona
-Haha, nie, ale też nie chcę bawić się po ciemku w składanie namiotu.
Rozłożyli namioty i poszli nad strumyk. o tej porze dnia wyglądał naprawdę cudownie. Słońce chowało się za pagórkami. Wyglądało to inaczej niż w mieście, musiała to przyznać. Gdy zaczęło robić się kompletnie ciemno wrócili do obozu
-Miałeś rację z tym namiotem
-Zawsze mam rację. A teraz jabłko czy gruszka?
-Gruszka
Rzucił je owoc
-Dobranoc -weszła do swojego namiotu
Poczekał chwilę aż był pewien, że go nie usłyszy
-Dobranoc piękna.........

czwartek, 24 grudnia 2015



Czytelnicy
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, chciałabym Wam wszystkim
złożyć świąteczne życzenia: życzę Wam zdrowia, uśmiechu, by Nowy Rok
przyniósł wiele pozytywnych zmian, spełnienia marzeń tych małych i tych wielkich, 
więcej mnie i moich blogów. No i oczywiście szczęścia, bo ono jest najważniejsze.
Mam nadzieję, że wszystko się spełni :)
Merry Christmas

Laur Cia

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 9


Nie dawna przeszłość


Cooper przyglądał jej się jakiś czas. Była jak taki zamknięty kwiat, delikatny, wrażliwy. Wyglądała bardzo słodko jak tak spała. W końcu zmusił się by wstać, zrobił to tak, by się nie obudziła. Położył ją i przykrył. Podniósł książki z podłogi i kilka innych rzeczy i w drzwiach spotkał Juliannę
-Dopiero zasnęła -wskazał na łóżko - Mogłabyś ją spakować? Zabieram ją na wycieczkę
-Jasne, nie ma problemu
-Dzięki
***
Gdy Natallie się obudziła nie było przy niej Coopa. Na sąsiednim łóżku siedziała tylko Julia
-Dzień dobry
-Cześć -usiadła i się przeciągnęła
Po czym poszła do łazienki się obrać. Wychodząc spotkała chłopaka
-Czyżby śpioch wstał wcześniej?
-Nie mogłam spać
-Zjadłaś już śniadanie?
-Nie
-To leć, bo w sumie możemy już ruszać
Jak na skrzydłach poszła do kuchni. Chciała już się stąd wyrwać, choćby na dwa dni. Poczuć się w jakimś stopniu wolna. Ledwo weszła do kuchni a już usłyszała kto ją obgaduje. Wielka księżna nie zepsuje jej tego dnia. Nie chcąc spotkać Cecylii wzięła tylko kanapkę i wyszła. Nie potrzebna jej kłótnia. Zjadła ją idąc do pokoju
-Jezu... nie spakowałam się -powiedziała, gdy już do niego weszła
-Pomyśleliśmy -Julianna wskazała na plecak
-Kocham Cię -przytuliła ją
-To mogę już ją porwać? -niespodziewanie w pokoju znalazł się Cooper
-A bierz ją sobie
Nat wzięła plecak i razem z chłopakiem wyszli z budynku
-Ufasz mi? -spytał unosząc brew
-Jakbym Ci nie ufała, to bym z tobą nie szła
-Wiesz gdzie idziemy?
-Nie mam zielonego pojęcia, tak szczerze
-W moje strony. Kawałek za miastem
-Zapowiada się ciekawie
-I tak będzie
Szli przez miasto śmiejąc się. Minęło dopiero pół godziny od ich wyjścia z domu dziecka i jeszcze trochę, no dobra trochę dużo i będą na miejscu. Natallie miała świetny humor. Czuła się.... przypuszczała, że jak inne dzieci w wakacje. Tak, chciała być dzieckiem, chociaż na kilka chwil. Beztrosko. Jednak, gdy usłyszała dźwięk gitary od razu złe wspomnienia wróciły. Niebawem to co podpowiadał jej wewnętrzny głos stało się prawdą. Zobaczyła go. Siedział oparty o fontannę z swoją gitarą. Zmienił się. Tak, definitywnie się zmienił. Jego włosy, były inaczej ułożone, był blady i chudy. A twarz? Hm.. miała bardziej ostre rysy i do kolczyka w ustach doszedł kolczyk w brwi. Był inny. Chciała by jej nie poznał.
-Siora, aleś wydoroślała -niestety rozpoznał ją
-Mike, minęło 8 lat
-Nie liczę. Niezła z ciebie dupcia, muszę przyznać
-Ej, grzeczniej do damy
-Ta mała to moja siostra i mam prawo mówić co chcę
-Nie masz prawa i lepiej się od niej odczep. Nat chodź
Nie lubiła, gdy się nią dyrygowała, ale posłuchała go. Mike z powrotem wrócił do grania swojej piosenki.
-Kto to był?
-Jak widziałeś, mój brat Mike
-On zawsze był taki?
-A nawet gorszy. Kiedy....
Ucięła. Nie chciała z nim rozmawiać o swojej przeszłości. Nikt nie musiał tego wiedzieć
-Kiedy co? -dopytywał
-Nic, nie ważne... A może teraz ty coś opowiedz o sobie
-Ja?
-Tak, o mnie już trochę wiesz, a ja o tobie nic
-Hm.... byłem najmłodszy z czwórki rodzeństwa. Miałem siostrę Bree i dwóch braci Willego i Thomasa. Zawszę byłem do nich porównywany. Oni byli... tacy święci i cudni. A ja? Byłem inny. Miałem pozornie wszystko. Często kłóciłem się z rodzicami. Aż w końcu postanowiłem nie odzywać się do nikogo. Gapiłem się godzinami w sufit. Pewnego dnia, po bójce z Thomasem rodzice za karę zostawili mnie w domu, a sami gdzieś pojechali. Tego dnia mieli wypadek. Zginęli
-Współczuję Ci
-Yhm.... a twoja historia?
-Tajemnica. Chyba dopiero mój przyszły się dowie. -wzruszyła ramionami
-Okej, wyjdziesz za mnie? -uklęknął
-Głupek
-Zobaczysz i tak zostaniesz moją -puścił jej oczko -dam Ci trochę czasu byś się przyzwyczaiła do tego
-Możesz śnić
-Ranisz moje serce -złapał się za nie
-Ups -zachichotała
-Wiesz, to tu......
*********************************************************************************
Witam. Dzisiaj nie miało być rozdziału, jednak zebrałam swoje 'zwłoki' i spięłam się i jest. To po pierwsze, a po drugie, jak ostatnio mówiłam; wczoraj byłam na wycieczce i w drodze na miejsce nasz autokar prawie miał wypadek. Spałam wtedy i obudził mnie wielki wstrząs. Słuchałam wtedy 'Story of my life' i całe, moje dotychczasowe  życie dosłownie przeleciało mi przed oczami. Jakby kierowca nie wyhamował (dzięki Bogu) najprawdopodobniej ..... nawet nie chcę o tym myśleć. (Boże po co ja to piszę) I postanowiłam dać posta. Taki trochę śmieszny.
Znowu zebrało mi się na 'złote myśli'..... napiszę tylko 'Live while you're young and while you live'
Takim smutnym akcentem kończę
Pozdrawiam
Laur Cia

środa, 16 grudnia 2015

Rozdział 8


*Rozdział nie jest ocenzurowany!!!!*

On woli mnie

Natallie zawsze była wielkim śpiochem, jednak dzisiaj przesadziła. Było już po 13 a ona jeszcze nie wstała.
-Może ruszysz wreszcie swój tyłek? -kolejny raz ten sam głos, który tak 'kochała'
-Co ty tu robisz? -ospale przeciągła się -mówiłam już, ma Cię tu nie być
Zaśmiał się. Kto jak kto, ale jemu nikt nie ma prawa mówić co ma robić a czego nie. Rozejrzał się po pokoju. Strona jej współlokatorki, jak jej tam było, a tak Julia, była bardziej kolorowa i oklejona. A strona Nat? Oprócz jednego zdjęcia była pusta. Spojrzał na nią teraz. Nienawidził, gdy ktoś go olewał a ona właśnie to zrobiła! Zlekceważyła go i dalej poszła spać. Podziałało to na niego jak płachta na byk!. Zrzucił z niej kołdrę i z powrotem usiadł na krześle. Jak się spodziewał momentalnie się obudziła.
-Oddawaj kołdrę, kretynie!
-Zapomnij, księżniczko. Masz wstać
-Pan Zasiedmiogórogrodu się znalazł
Nie mógł powstrzymać się od śmiechu
-Do usług, Fiono
Teraz to ona parskła śmiechem
-Shreku, potrzebuje chwili samotności
To już nie było śmieszne. Przecież ona porównywała go do ogra! Nie żeby miał coś do niego, ale osobiście uważał, ze jest przystojniejszy
-Jestem przystojniejszy
Ze śmiechu spadła z łóżka
-No co? Wolisz mnie czy ogra?
-Hm... trudna decyzja.... ogra poproszę. A teraz wyjdź
-Jeszcze wrócę -i wyszedł
Zraniła jego męską dumę, chociaż spodziewał się takiej odpowiedzi. Musiał jeszcze coś załatwić przed jutrzejszym wyjazdem. Ona ubrała się i zeszła na dół. Zajrzała do kuchni i po wzięciu jabłka wyszła na zewnątrz. Mimo wysokiej temperatury miała na sobie bluzę od Coopa. Dobrze się w niej czuła. Rzadko tu wychodziła, a jeśli już to na krótko. Teraz też miała już wracać, gdy natknęła się a raczej miała zaszczyt wpaść na Księżniczkę Cece
-Uważaj jak łazisz, sieroto -ohhh ten piękny język 'księżnej'
-O co Ci chodzi
Cecylia wybuchła śmiechem
-Myślisz, że ot tak -pstrykła palcami -możesz mi zabrać tego nowego?!
-Ja nic....
-Nie udawaj! On jest mój!
Natallie chciała ją ominąć, ale ta ją szturchnęła
-Nigdzie nie leziesz
-Słuchaj idiotko. Nawet nie wiesz jak on ma na imię! Najwidoczniej on woli mnie -chwyciła szklankę stojącą obok i ją oblała
-Ty dziwko!
Teraz bez problemu ją ominęła i ruszyła biegiem do pokoju. Sama nie wierzyła w to co właśnie zrobiła. Zazwyczaj starała się nie wchodzić Wielkiej Paniusi w drogę. Na początku wydawała się grzeczna, lecz później pokazała swe różki. Wielka Paniusia z bogatego domu, której rodzina nie chciała, bo wstyd było za nią. Chciała się nią nie przejmować, ale nie potrafiła. Usiadła na podłodze, opierając się o ścianę. Gdzie był Cooper i Julianna, gdy ich potrzebowała. Julia była pewnie na kolejnym spotkaniu tego durnego kółka teatralnego, durnego według Natallie. A Coop? Wcięło go gdzieś. Chwyciła bluzę od niego. Miała ochotę ją pociąć. Wystarczyło by się tu pojawił, a już wszystko się sypało. Wszystko. Absolutnie wszystko! Nie miała już ochoty jutro z nim gdziekolwiek iść. Nawet jeśli tu przylezie, będzie głucha. Niepotrzebnie w ogóle zaczęła z nim rozmawiać. Rozpłakała się. Zrzuciła wszystko z biurka. Znowu usiadła na podłodze i wtem Wielmożny Pan się znalazł
-Co się tu stało?
-Wyjdź stąd! Wyjdź z mojego życia!
-Ale...
-Won!
-Nie, nie zostawię Cię -podszedł do niej- Co się stało?
Opowiedziała mu wszystko, omijając wątek z 'On woli mnie'. Nic do niego nie czuła, ale nie chciała dwuznaczności. Niepotrzebny jej zakochany przyjaciel, jeśli tak mogła go nazwać. Przytulił ją do siebie
-Wolę przyjaźnić się z tobą niż z taką idiotką
Zaśmiała się. Przypuszczała, że nigdy z nią nie rozmawiał, a już miał o niej jakieś zdanie. Zgadzała się z nim pod tym względem. 
-Powinnaś iść spać. Jutro mamy trochę do przejścia
-Nie
-Chodź -chwycił ją za rękę i usiedli na łóżku
Objął ją ramieniem. Zasnęła

*********************************************************************************
Cześć! Rozdział dodany w tygodniu, gdyż w sobotę mam wycieczkę (zbieg okoliczności?) i wracamy koło północy, więc pewnie będę zbierała swoje 'zwłoki' i miała lenia na maxa. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Już niedługo premiera Black Mask, mam stresa. Przeszłam również na publikowanie z Gmaila (jeśli tak można to nazwać). A i kolejna nowość, bynajmniej u mnie mam pierwszy kolczyk! Pierwszy z 5, które zamierzam sobie zrobić. Kolejne (2) idę robić dopiero w lutym, bo ten musi się zagoić. Rozpisałam się XD. A i pozdrawiam moją polonistkę, która pewnie to czyta. 
Pozdrawiam
Laur Cia

niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 7




*Z dedykacją dla pewnej Wiktorii*

Mogę ich udusić? 

Natallie obudziła się następnego dnia. Obok niej oparty o ścianę na podłodze spał Cooper. Był ostatnią osobą na świecie, którą chciała tu teraz widzieć. Mimo bólu głowy oparła się o łokcie
-Hej książę, nie za wygodnie Ci? -trąciła go nogą
Natychmiast się obudził
-W sam raz -przeciągnął się -A ty jak się czujesz?
-Całkiem spoko
Wstała i dopiero wtedy zauważyła, że jest w głupiej, słodkiej piżamie
-Kogo to był pomysł?
-To zemsta -puścił jej oczko i roześmiał się
Wywaliła go z pokoju i spojrzała w lustro.

 Rzeczywiście wyglądała komicznie. Chyba należało jej się. Ubrała się szybko i zeszła na dół. Nigdzie jednak nie spotkała kogokolwiek. Weszła do salonu, który jako jedyny pokój był ciemny. W ogóle wydawało jej się to podejrzane. Nagle zapaliło się światło ukazując wszystkich. Byli ubrani kolorowo a pośrodku stał tort a raczej ciasto, które miało go parodiować

-Wszystkiego najlepszego!
Była zaskoczona. Nikomu nie mówiła kiedy ma urodziny. Nikomu oprócz.... Julii. Oh, ta dziewczyna
-Cieszysz się? -właśnie ona była przy niej pierwsza
-Jestem normalnie...
-Szczęśliwa? Zaskoczona? Radosna?
-Nie, jestem wkurzona -jej oczy wydawały się ciskać piorunami
Coop widząc narastający gniew podszedł do nich
-Najlepszego -próbował ją przytulić, ale odepchnęła go
-Pozwoliłeś na to? -wymierzyła w niego palcem
-Tak
Miała ochotę go udusić, albo najpierw ją a później jego. Ale to nie było to czego najbardziej chciała w tym momencie. Po prostu postanowiła wyjść i to zrobiła. Znów poczekała, aż zrobi się trochę zamieszania i poszła sobie. Poszła na piętro a stamtąd na dach. Nieraz już tu przychodziła, gdy chciała być sam ze swoimi myślami. Powietrze znajdujące się tu było orzeźwiające a wiatr rozwiewał włosy na wszystkie możliwe strony. Przypuszczała, że nikt nie zauważył  jej zniknięcia. Jak zwykle zresztą. Pasowało jej to. Od czterech lat nie obchodziła urodzin i teraz nie zmieni tego. Ważne, że wiedziała kiedy będzie pełnoletnia i wyrwie się stąd. Robiło się coraz ciemniej. Jeszcze chwila i wróci do pokoju. Jednak nagle poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Instynktownie odwróciła się
-Przestraszyłeś mnie
-Nie powinnaś tu być. To niebezpieczne
-Ale jest cicho
-Czemu poszłaś?
-Nie lubię oficjałek, mówiłam już
-No tak
Usiadł obok niej i rozejrzał się
-Zapiera dech w piersiach
-Wiem, temu też lubię tu przychodzić
-Czas na prezent ode mnie. Zabieram Cię na wycieczkę, w moje rejony
-Hahaha, zabawne
-Mówię serio, rozmawiałem już z wychowawczynią. Pozwoliła na trzy dniowy wypad. Za dwa dni wyruszamy. Zabierz odpowiednie rzeczy
Natallie na samą myśl o wycieczcie chciało się skakać ze szczęścia. Dawno nie była gdziekolwiek. I to był jedyny plus dzisiejszego dnia. Przytuliła się do niego

-Dziękuje
-Nie ma za co
Fajnie się czuł, wiedząc, że ma prawdziwą przyjaciółkę. Nie plastikową laleczkę, która co chwilę pudruje nosek i poprawia kreski. Przyjaciółkę z którą mógł porozmawiać jak z kumplem. Czuł się również jak taki starszy bat, którym nigdy nie był. Zawsze to on był tym najmłodszym, najgłupszym, bez prawa do własnego zdania. Teraz czuł się tym starszym. I było mu z tym dobrze
-Powinniśmy już wracać -podał jej rękę by pomóc wstać
Odprowadził ją pod same drzwi, czuł się za nią odpowiedzialny
-Do zobaczenia młoda
-Do zobaczenia nowy -odpłaciła mu się pięknym za nadobne
Po wejściu do pokoju kolejny raz rzuciła się na łóżko i udała w piękną krainę snu
*********************************************************************************
Witam w tą chłodną niedzielę :)
Tak wczoraj zebrało mi się na rozmyślanie i doszłam do wniosku, że tak naprawdę była to moja pierwsza wolna sobota. Pierwsza od pół roku i oczywiście leniuchowałam a później pisałam na Black Mask. Odliczanie już się pojawiło na stronie jak i obsada. Mam nadzieje, że się wszystkim spodoba.
Dedykowałam ten rozdział Wiktorii, bo jest moją koleżanką i dzisiaj kończy 20 latek! Wszystkiego najlepszego solenizantko!
A i jeszcze gorąco pozdrawiam moją ukochaną polonistkę, która zapewnię będzie to czytała (dłuższa historia) :)
Dodatkowo ogłaszam, że z racji tego, iż zbliżają się święta będą fajne rozdziały i częściej teraz na okres świąt, jednak nie będą 100% świąteczne (gdyż akcja w Zaufaj toczy się latem). Planuje kilka niespodzianek i może jakiś konkursik
Pozdrawiam
laur_cia

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 6





Nie ładnie tak grzebać komuś w rzeczach

-Może ja wam nie będę przeszkadzała -zaczęła się wycofywać
-Nie trzeba -Natallie momentalnie zeszła z Coopera -My tu nic nie robiliśmy
-Właśnie widziałam
Nat wciągła ją do pokoju i zaczęła w półsłówkach wszystko tłumaczyć intensywnie gestykulując rękoma. Miała nadzieje, że przyjaciółka jej uwierzy. Tymczasem Coop nadal siedział na podłodze i przyglądał się im. Wyglądały bardzo zabawnie. Kiedy w końcu skończyły wtrącił się
-Może pomożecie mi wstać?
-Dasz radę -poklepała go po ramieniu
Wstał zawiedziony i usiadł koło Naty 
-Kogo to zdjęcie? -wskazał na fotografię koło jej łóżka

-Oczywiście, że Natallie. Zostało zrobione krótko po tym jak tu trafiła. Wygląda na nim prześlicznie, choć ona twierdzi, że wyszła brzydko
-Bo to prawda -wtrąciła się
-To ty chyba nie widziałaś brzyduli -wybuchnął śmiechem
Natallie wytknęła mu język
-Ciekawe, czy będzie Ci do śmiechu kąpiąc się w lodowatej wodzie
-A skąd ty wiesz kiedy biorę prysznic? Może to Jul?
-Bo ty zawsze śpiewasz jedną piosenkę. A dla pewności mogę zajrzeć -teraz on wytknął jej język
-Zakluczę drzwi
-Otworze je
-Nie 
-Tak
Zaczęli się kłócić. Julianna przyglądała się temu kilka minut, byli zabawni
-Idź, bo jak Cię kopnę
-Hej! -Julia krzyknęła -Ogarnijcie się!
-Właściwie muszę na chwilę wyjść -Coop wstał i skierował się do drzwi - Ale nie martw się, zaraz wrócę, złośnico -wychodząc wypadł mu portfel
Dziewczyny od razu to zauważyły i go podniosły. Zamierzały go mu oddać, jednak, gdy Nat zauważyła stare, wystające zdjęcie, bez wahania wyciągnęła je.
-Nie powinnaś tego ruszać
Jednak ona już je oglądała i nie mogła powstrzymać się od śmiechu
-No dobra pokaż
Po chwili obie się śmiały, a nawet ze śmiechu turlały po podłodze. Gdy Coop wrócił, na początku nie rozumiał co się dzieje, ale gdy dostrzegł zdjęcie w jednej chwili zrozumiał. Nie był wściekły, chciał.... sam nie wiedział co chciał
-Która wpadła na ten pomysł?  -spytał i dopiero wtedy go ujrzały. Miał bardzo poważną minę, wręcz przerażającą
-Ona -Julianna wskazała na Natallie, a ta z głupim uśmieszkiem wstała
-Oj, doigrałaś się. Co ja z tobą mam -zaśmiał się
-Złap mnie, mądralo
Rzuciła się do ucieczki. Prześlizgnęła się obok niego i biegła korytarzem. Chciała się z nim pościgać. Wreszcie miała godnego przeciwnika. Kiedyś był nim jej tata, oh jaj jej teraz go brakowało. Przyzwyczaiła się już jednak. A raczej nauczyła się żyć z myślą, że została na tym świecie sama, całkowicie sama. No może nie aż tak całkowicie, ale tylko Bóg jedyny wiedział gdzie teraz Mikey się podziewał. Pewnie wędrował gdzieś ze swoją grupą, jeżeli jeszcze BiLong istniało. Musiał się jednak teraz ogarnąć, bo usłyszała głos Coopera. To nie czas na rozmyślania
-Zaraz Cię złapię
-W twoich snach
Przyspieszyła jak najbardziej umiała. Serce waliło jej jak szalone. On ledwo już biegł. Ale skoro za cel postawił sobie, ze ją złapie, to musi tego dokonać. Już raz prawie ją złapał, lecz ona znowu wyślizgnęła mu się z rąk. Przeklął pod nosem, choć było to tu zakazane
-No poczekaj, proszę. Nie mam siły, nie gniewam się już
-Trudno
Natallie obliczyła, że jeszcze kilka metrów i będzie na zewnątrz. Nie wiedziała, gdzie dalej pójdzie, lecz była pewna, ze wróci późnym wieczorem. Już nie raz tak robiła i wszystko było okej. Nie zauważyła jednak koszyka stojącego prosto przed nią........
***********************************************************************************
Cześć! Kolejny rozdział, ale to leci. Jeszcze załamka po Sophii, lecz staram się iść dalej. Plany, pomysły. Idealną harmonię burzą testy i szkoła......... Trudno. Życie
Jak obiecałam tłumaczę co to IWLTD. Albowiem IWLTD to Black Mask , czyli pierwszy tom serii, którą zaczynam. Więcej na Black Mask. Będzie ciekawie. 
Mam nadzieję, że podoba wam się historia Julianny, Natallie i Coopera. Jest inna od wszystkiego co dotychczas pisałam, ale jest wyjątkowa na swój sposób. Każdy jest wyjątkowy i nie zapominajmy o tym
Jezu, ja i te moje 'Złote Myśli' XD
A tak z innej beczki, troszkę z BM, gratulacje dla Harrego z powodu 51 (chyba już 51) tatuażu. Ja bym się nie odważyła takiego czegoś zrobić. Jednak taki sam zamierzam sobie zrobić w 18, czyli mogę już odliczać dni XD. 
A teraz jeszcze z innej beczki, skoro akcja Zaufaj toczy się latem to mam propozycję,. wszyscy pomyślmy o wakacjach i wakacyjnych miłościach:
Pozdrawiam
 laur_cia

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 5


Zabiłem ją

**Rozdział nie jest ocenzurowany!**
Zamknęła drzwi zauważyła, że Julia siedzi i coś czyta. Gdy podeszła bliżej zauważyła, że to jej pamiętnik. Jej prywatna rzecz! Jej pamiętnik! I wtedy i ona ją zauważyła.
-Czemu ze mną nie porozmawiałaś? Chcę Ci pomóc
Natallie nic nie odpowiedziała
-Aha czyli wolisz pogadać z swoim nowych chłopakiem niż z przyjaciółką
-To nie jest mój chłopak! Mam swoje problemy i tyle -wyrwała jej pamiętnik
-Nie chcę byś zrobiła głupstwo, byś to zrobiła. Nie chcę, rozumiesz?
-Ja też, ale...
-Co ale?! Rozumiem, że jest Ci ciężko, ale musisz iść dalej. Jeszcze cztery lata i wyrwiemy się stąd. Uśmiechnij się -Julia wstała i ją przytuliła
Dawno nie zamieniła z nią więcej niż jedno zdanie. Wiedziała, że jej przyjaciółka miała 'głupie' myśli, bo tak to można było nazwać, ale nie była świadoma skali
-Proszę nie mów Cooperowi. Nie chcę być dla niego problemem jak dla Ciebie
-Nie jesteś dla mnie problemem. Dobrze nie powiem -jeszcze raz ją przytuliły
Porozmawiały jeszcze kilka minut, choć jak zwykle tylko Julianna mówiła i położyły się spać. Nati momentalnie zasnęła, przeciwnie do Juli. Na razie nie będzie nic mówiła Coopowi. Poczeka na dalszy rozwój wydarzeń
*Rano Natallie znowu miała wrażenie, że ktoś na nią patrzy. Ospale otworzyła oczy i spojrzała na swoje krzesło. Nie było na nim Coopa. Spojrzała na stronę Julki, ani tam go nie było. Ucieszyła się i obróciła na lewy bok. Otworzyła jedno oko, by się upewnić, że go tu nie ma. I wtedy go zauważyła. Stał z głupim uśmieszkiem wpatrując się w nią
-Zabiję Cię! Miało Cię tu nie być
-Powiedziałaś, że nie mam siedzieć na twoim krześle i nie siedzę
-Al;e tu jesteś, a miało Cię nie być -wyskoczyła z łóżka jak oparzona -Jesteś głupi
Uniósł ręce w geście obronnym
-Źle zrozumiałem. Nie możesz mnie winić
-Specjalnie to zrobiłeś. Ja już Cię znam. Pożałujesz -zagroziła mu palcem
-Czekam
Chciała go uderzyć z pięści w brzuch, ale ją chwycił za nadgarstek. Próbował również go kopnąć i w sumie trafiła go w nogę, ale tym samym sama się wywróciła
-O fuck -przeklął i spojrzał na Natallie
]Ona postanowiła udawać martwą, żeby go przestraszyć. Przez pierwsze kilka sekund myślał, że się z nim bawi, lecz później ostro się przestraszył. Leżała i się nie ruszała
-Natallie! Natallie! -przykucnął obok niej i spróbował wyczuć czy oddycha, jednak ona specjalnie przestałą na chwilę oddychać. Jeszcze bardziej się przestraszył. Wstał -Jezu! Ona nie żyje! Ona, kurwa nie żyje! Zabiłem ją! To moja wina
Usiadł na jej łóżku i schował twarz w dłonie
-Nie bądź baba, albo bądź jak chcesz -wydawało mu się, ze słyszy jej głos, jej delikatny głos
-Oh, Natallie.... Gdybyś żyła już nigdy nie zrobiłbym czegoś wbrew tobie
-Obiecujesz?
-Tak obiecuje
Ale zaraz?! Czemu duch z nim rozmawia?! Instynktownie spojrzał w miejsce gdzie leżała.... a teraz jej nie było! Spojrzał w lewo i zobaczył ją. Siedziała, cała i zdrowa. Od razu ją przytulił
-Ty żyjesz
-Ale zaraz mnie udusisz.
Puścił ją
-Przepraszam. Przestraszyłaś mnie. Jesteś dla mnie jak siostra -potarmosił jej włosy
-Ej! -zaczęła go łaskotać i spadli z łóżka
Wtedy do pokoju weszła Julianna. Stała z otwartą buzią, była zaskoczona tym widokiem....
********************************************************************************
Cześć! To jest chyba mój ulubiony rozdział. Nie wiem sama skąd miałam na niego pomysł.... a tak już wiem XD 

Sophia się kończy, tu dopiero 5 rozdziałów a IWLTD niedługo. O co chodzi? O czym będzie? Co to będzie? Niedługo się dowiecie (najprawdopodobniej za tydzień tak jak u Sophii). Jutro szkoła :( 
Pozdrawiam
laur_cia

niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 4

Zwolnij trochę

Rano Natallie obudziła się z dziwnym uczuciem, że ktoś się jej przygląda. Otworzyła oczy i rozejrzała się. Ujrzała Coopera siedzącego na jej krześle.
-Nie było Cię na śniadaniu
-Jak ty tu wszedłeś? -usiadła na łóżku
-Julka mnie wpuściła -wyszczerzył się - Powinnaś wstawać
-To wyjdź -znowu opadła na łóżko i zakryła się całkowicie kołdrą
Coop wstał i wyszedł z pokoju rzucając tylko 
-Jeszcze tu wrócę
Nati wyskoczyła z łóżka i ubrała się w pierwsze co wpadło jej w ręce. Wyszła
-Idziemy
-Szybko Ci to poszło
-A, bo zapomniałam dodać : śpieszymy się. Przeliterować? 
-Nie trzeba, królewno
-Bardzo zabawne
Ledwo za nią nadążał. Na serio była szybka
-Możesz trochę zwolnić?
-Okej
Trochę zwolniła, lecz dla niego i tak było szybko. Myślał, że to on miał dobrą kondycję, ale w porównaniu z nią był słabiuteńki. Ciekawy był czemu wcześniej o niej nie słyszał. Znał duo sprinterek w jej wieku. A ona?Żadna przecież nie nazywała się Natallie Ross. Poznał ją tak nagle i od razu polubił. W pewnym sensie pomogła mu się oswoić z nową rzeczywistością, z życiem w domu dziecka. Tak jakby pokazały mu swój świat, on uznał, że też musi wziąć ją w swoje strony. Nie wiedział ile lat już tu jest, ale od razu czuł, że potrzebne są jej wakacje od szarej, smutnej codzienności.
-Jesteś sprinterką? -spytał, łapiąc zadyszkę - Przez Ciebie będę miał zakwasy
-Nie jestem i nie przesadzaj. Sport to czyste zdrowie
-Ale ja serio mówię! Ledwo nadążam
-To biegnij - z słodkim uśmiechem ruszyła biegiem, nie zważając na niego
-Ej!
Ruszył za nią. Nie raz zdawało mu się, że jeszcze trochę i ją dogoni, jednak zawsze wybiegała coraz dalej w przód w momencie gdy miał ją złapać. Chciało mu się śmiać. Gdyby oglądał to z boku na 100% uznałby, że to wariacie się gonią po środku miasta. Jednak to działo się na serio i jednym z wariatów był ON sam. Nagle się zatrzymała, więc po chwili ją dogonił
-To tu -poklepała go po ramieniu- Dałeś radę
-Uff. Wchodzimy?
-Mhm
Weszli do wielkiego, starego budynku, który według niego w niczym nie przypominał szkoły.  A w szczególności jego szkoły. Bardzo się różniły. W środku może nie było wielkich wielkich różnic. Szkoła jak szkoła. 
-To ta sala -nawet nie zauważył, że doszli do sali z numerem 14- Trzymaj kciuki
-Oczywiście
I znikła w sali. W tym czasie on wyjął telefon i zaczął sprawdzać co jakiś czas godzinę. Po kilkunastu minutach usiadł na podłodze. Bolały go mięśnie przez nią i za to miał ochotę ją udusić. Od początku było po niej widać, że jest buntowniczką. Nie słuchała poleceń ani próśb. Była indywidualistką. I też chyba za to ją polubił. Wstał, gdy usłyszał dźwięk naciskanej klamki. Po chwili wyszła z opuszczoną głową. Pomyślał, że oblała.
-Zdałam! Uzyskała 87%! -powiedziała w końcu
Chwycił ją w ramiona i obrócił czego się nie spodziewała
-Wiedziałem -powiedział kiedy postawił ją na podłodze
-Dziękuje
-Nie ma za co. Zabieram Cię na pizze. Uczcimy to
-No dobra.
Wyszli ze szkoły i skierowali się w kierunku pizzerii. Tym razem nie musiał jej gonić. Cały czas rozmawiali, jednak nadal byli skryci.
-Zapraszam -otworzył jej drzwi
-Dziękuje
Zajęli miejsce i zamówili pizze. Siedzieli tak dobre dwie godziny
-Chyba powinniśmy wracać. Pani Lisa będzie się o Ciebie martwić
-A o ciebie nie?
-Jesteś młodsza
-Dyskryminujesz mnie
-Wcale nie. Chodźmy
Po kilkunastu minutach byli w centrum
-Mieliśmy iść.... -przerwała, bo zauważyła co chciał jej pokazać -Wow. Nigdy tu nie byłam 
-No widzisz -ruszyli dalej
Znowu odprowadził ją pod same drzwi
-Jak jutro się obudzę, a ty będziesz siedział na moim krześle w moim pokoju to ciężki jest twój los......
**********************************************************************************
Cześć :)
Widzieliście film? I jak się podoba? Zgadliście, która to ja? 
Witam również nowych czytelników. Mam nadzieje, że zostaniecie na moim blogu i wraz ze mną będziecie przeżywali a może nawet pisali (więcej w zakładce 'Kontakt') historię Natallie, Julianny i  Coopera. Miłej niedzieli wszystkim i jeszcze lepszego dnia One Direction. mam nadzieję, że 2016 szybko zleci i w 2017 chłopcy wrócą na scenę i będą jeszcze lepsi (czy mogą być jeszcze lepsi?) i może zawitają do Polski. Trzeba się modlić o to ;) 
Pozdrawiam
laur_cia

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 3


Ach, ta matematyka
09 lipca 2012
W ciągu ostatnich trzech dni Natallie nie widziała w ogóle nowego. Tak zwykła go nazwać. Nie miała też jak oddać mu jego bluzy. Nadal ją trzymała u siebie. Już i tak cały czas Julianna jej dogryzała. Sugerowała, że są parą, ale starała się ją olewać. Miała ważniejsze sprawy na głowie. Już jutro miała pisać test kompetencyjny z matematyki. To była jej pieta Achillesowa. Wprawdzie Julia oferowała jej pomoc, jednak ta jej nie przyjęła. Wolała sama się uczyć. Chociaż od tego testu zależało czy zda do następnej klasy. Głupie uzyskanie 68% sprawiało heh trudność. Uczyła się już kilku godzin a wydawało jej się, że stoi w miejscu
-Czego się znowu uczysz> Nie było Cię ani na śniadaniu ani na obiedzie -rzuciła Julia, gdy tylko przekroczyła próg pokoju
Nati w odpowiedzi tylko podniosła trochę wyżej książkę i wróciła do nauki . Miała jeszcze sporu czasu z pozoru, a materiału jeszcze więcej
-Możesz się przemęczyć - rzuciła na jej tapczan jabłko - zjedz
-Nie
-Jak tam chcesz
Znowu wróciła do powtarzania materiału. Rzuciła okiem na zegar wiszący koło drzwi. Wskazywał 13:23. Mimo wczesnej pory chciało jej się spać. Tak jak zwykle. Wolała spać całe dnie niż rozmawiać z kimś. To też był jej jeden z wielu sposobów na spokój. Teraz jednak nie chciała spać. Nawet nie zauważyła kiedy zasnęła. Gdy się obudziła było po 21. 'O f#ck' - pomyślała. Zauważyła, że Julia już spała. Nie chcąc jej budzić po omacku ubrała bluzę i wziąwszy książkę wyszła z pokoju. Dopiero na jasnym korytarzu zauważyła. że ma na sobie bluzę Coopa. Nie miała czasu by się wracać. Cichutko poszła do pokoju głównego i usiadła przy jednym z biurek, zapalając lampkę. Musiała się jeszcze dużo uczyć, a czas leciał nie ubłaganie. Kolejny raz rozwiązywała ćwiczenie, to samo ćwiczenie bez pozytywnego rezultatu. Nawet nie usłyszała kroków
-Powinnaś coś zjeść -ze strachu aż podskoczyła -Nie musisz się mnie bać -poczuła rękę na swoim ramieniu
-Nie boję się. Po prostu nie spodziewałam się ciebie -ściągnęła bluzę i mu ją podała -twoja
-Możesz ją wziąć. Od rana nic nie jadłaś -podał jej talerzyk z kanapką -twoja ulubiona
Zastanawiał się skąd wiedział. 'A tak' Julianna za dużo mówi. Jutro oberwie się jej 
-Dziękuje
Cooper zauważył co robiła. Znał te ćwiczenia. Sam dwa lata wcześniej miał je w szkole. Jednak z matematyką nigdy nie miał problemów w szkole. Chciał jej pomóc i to zrobi
-Pomogę Ci
-Nie trzeba -powiedziała kończąc kanapkę, naprawdę była głodna
-Trzeba, trzeba. Na kiedy to masz?
-Na jutro
-Będzie trudno, ale damy radę -powiedział przynosząc sobie krzesło
Usiadł koło niej i zaczął jej tłumaczyć. Słyszała go z uwagą. Był lepszy niż jej matematyk, profesor Hitew. Z każdym ćwiczeniem wydawało jej się, że coraz więcej umie. Nawet nie skapnęła się, gdy było koło północy. Właściwie przerobił ju ż z nią cały materiał, tylko już powtarzali .
-Dziękuje Ci bardzo -powiedziała na końcu
-Spoko -uśmiechnął się- zawsze możesz do mnie przyjść po pomoc
-Jesteś moim najlepszym kumplem -przytulili się
-Idę jutro z tobą
-Nie musisz
-Ale chcę
Cieszył się, że mógł jej pomóc. To było fajne uczucie, tym bardziej, że zyskał spoko kumpla. Szczerze dogadywał się z nią lepiej, niż z nie jednym chłopakiem. Nie miał problemy z tym,  że była dziewczyną. Dla niego była po prostu kumplem. Tymczasem ona była na siebie zła. Złamała swoją zasadę,. No, ale czasu nie cofnie. I chyba nie chciała tego robić
-Odprowadzę Cię
-Nie trzeba
-I tak to zrobię, czy Ci się to podoba czy nie -wyszczerzył się
Wstał razem z nią i cały czas szedł za nią. Gdy doszli do jej pokoju rzucił: 
-Do zobaczenia na  śniadaniu. Masz być
-Może
Weszła do pokoju i zamknęła drzwi. Rzuciła się na tapczan i momentalnie zasnęła.....
**********************************************************************************
Cześć! Już trzeci rozdziała, albo dopiero trzeci. Szczerze całkiem nieźle się przyjęło. Jestem zadowolona z efektu. Nie długo pojawi się zakładka 'Jeśli chcesz' a w niej niespodzianka. Zdradzę tyle, ze będzie to coś z filmikami. Miłego tygodnia
Pozdrawiam
laur_cia

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 2


Dwie dusze
6 lipiec 2012
Natallie stała w pokoju głównym z Julianną i zastanawiała się czemu dała się jej tu wyciągnąć. Wprawdzie była, a raczej uczestniczyła w takim czymś pierwszy raz, ale od razu czuła, że tu nie pasuje. Inne dziewczyny były ubrane w kolorowe sukienki, a ona w zwykły dres. W sumie w tym było jej najwygodniej. Ciekawił ją chłopak, który miał tu dzisiaj trafić, lecz nie dała tego po sobie poznać. Miał dość nietypowe imię i historię podobną do jej. Przynajmniej z tego co słyszała. Chociaż z tym również różnie bywa
-Uważaj, zaraz wyjdzie -Julia szturchnęła ją -Halo? Jesteś tu?
-Tak, słyszę
Nati wahała się czy czasami nie uciec, choć na to chyba było już za późno. Cztery lata wcześniej to ona była przedstawiana. Pamięta jakby to było wczoraj. Każde słowo nadal było w jej głowie.I pomidorowa, która z roku na rok zdawała się być coraz lepsza
-Już! Już!-Julia aż piszczała
Rzeczywiście, drzwi się otworzyły ukazując nastolatka z kapturem na głowie. Był inny niż się spodziewała. Stał wpatrzony w podłogę. Milczał. Nie reagował na pytania pani Naomi. Nati chciała się śmiać, ale ostatecznie powstrzymała się. 'Nie daj się. Bądź twarda' pomyślała
Jakbym ciebie widziała. Patrz idzie tu!
Wzdrygła ramionami. Było jej wszystko jedno. Chociaż nie, nie chciała z nim rozmawiać. Nie słyszała jednak jeszcze, żeby coś powiedział. Może nie zwróci na nią uwagi i ją ominie? Oby tak było. Wtedy tylko jeszcze musiałaby przetrwać powitalną pomidorową, jeżeli nie udałoby się jej wymknąć w tym zamieszaniu. Z natłoku myśli wyrwał ją nieznajomy głos
-A ty?
Podniosła wzrok i zauważyła, że chłopak się jej przygląda
-Co ja?
-Jak masz na imię?
No tak, nie ominął jej
-Natallie
-Ładnie -rzucił i poszedł
Ucieszyła się, że już poszedł. Nie miała ochoty na żadne konwersacje. Najchętniej już by uciekła, lecz bezpieczniej było chwilę poczekać. Na samą myśl o chwili w samotności sam na sam z muzyką mimowolnie się uśmiechnęła. Według jej obliczeń za trzy... dwa... już
-Zapraszam do stołu -głos pani dyrektor rozniósł się po sali
Tak jak przewidywała. Teraz w tym zamieszaniu śmiało mogła ulotnić się nie zauważalnie. Nie widziała również tego nowego. Pewnie współlokator go 'porwał'  o ile był podobny w charakterze do Julii. Mniejsza o to. Szybko poszła w kierunku korytarza, gdy już w nim była nie spieszyła się tak. Był już prawie na schodach , kiedy usłyszała gwizdnięcie. 'Kurde' pomyślała i obróciła się na pięcie. Zamurowało ją
-Nat, nie wolno się tak wymykać 
-A ty co tu robisz?
-Powiedzmy, że nie lubię oficjałek. A ty?
-Powiedzmy, że tak samo -Coop się uśmiechnął -Co tak się szczerzysz?
-Jesteś inna niż wszystkie -teraz Natallie się uśmiechnęła
Miała rację, on był do niej podobny, ale i tak niepotrzebnie okazała emocje. Nie chciała przyjaciół. Wystarczyła jej Julianna
-Często się zamyślasz. Chodź, potrzebne Ci trochę powietrza
Wcześniej wydawało jej się, że chłopak jest zamknięty w sobie, a teraz? Sama siebie też nie poznawała. Zwykle nic nie mówiła, a teraz rozmawiała z nim
-Chodź
-No dobra -dopiero po chwili zdała sobie sprawę, ze zgodziła się ale na zmianę decyzji było za późno
Wyszli na ogród domu dziecka. Wokoło było wiele drzew, kwiatów. Wszystko zdawało się tętnić życiem. Usiedli gdzieś na trawie i jakby nigdy nic rozmawiali. Pani Naomi zobaczyła ich z okna swojego gabinetu i była zdumiona. Nidy nie widziała, żeby Natallie z kimś rozmawiała a co dopiero śmiała się. Tymczasem zaczęło się już robić ciemno i chłodno
-Brrrr.....ale chłodno
Cooper ściągnął swoją bluzę i podał ją jej
-Ubierz
-Co?! Nie
-Ubieraj i nie marudź
***********************************************************************************
Witam w tą piękną niedzielę. Już drugi rozdział i całkiem nieźle się przyjęło.Od rana śpiewam 'Perfect' i siedzę z moim zeszytem pisarskim więc coś się może zrodzić z tego hehe. No, ale trzeba poczekać na jakiekolwiek pewniaki. Miłego tygodnia 
Pozdrawiam
laur_cia

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 1




Początki są trudne

14 lipiec 2008 rok
-Nie bój się. Będziesz się tu dobrze czuła -pani Lisa chwyciła za rękę małą dziewczynkę ubraną w czerwoną sukienkę
Z drugiej strony pani Naomi, dyrektorka placówki akurat ją przedstawiała:
-Dzieci jak pewnie wiecie, dziś trafi do nas nowa koleżanka Natellie Ross. Mamy nadzieję, że przyjmiecie ją miło. Natallie chodź do nas -drzwi otworzyły się ukazując małą dziewczynkę, która niepewnie patrzyła na inne dzieci
Dziewczynka zrobiła krok do przodu i z niepewnością podała rękę kobiecie. Ta pochyliła się:
-Mam nadzieję, że szybko znajdziesz rodzinę i tego Ci z całego serca życzę -pocałowała ją w oba policzki- dołącz do dzieci -delikatnie pchnęła ją w stronę gromadki
Natallie czuła się bardzo nieswojo, choć wszystkie dzieci się do niej uśmiechały, przedstawiały się. Ona też czuła się coraz bardziej pewnie. Nagle podbiegła do niej blond włosa dziewczynka
-Cześć. Jestem Julianna, ale mów mi Julka albo Julia. Będziemy razem w pokoju. Zobaczysz spodoba Ci się -przytuliła ją
Jednak ona miała już dosyć. Tyle dzieci, tyle nowych twarzy. 
-Zapraszam do stołu -głos pani dyrektor rozniósł się po sali
Dzieci udały się do części jadalnianej pokoju
-Chodź -Julia chwyciła ją za rękę -usiądziemy razem a później pokaże Ci nasz pokój -Julli praktycznie nie zamykała się buzia, przeciwnie do Nati
Chwilę później podano pomidorową. Nati zjadła tylko troszkę. Nie miała ochoty jeść mimo, że zupa była naprawdę smaczna
-Nie smakuje Ci? -pani Lisa spytała, gdy podeszła do dziewczynek
-Jest dobra, ale nie chcę jeść
-Za dużo wrażeń?
Tylko przytaknęła głową. Kobieta była bardzo zdziwiona, zazwyczaj dzieci były bardziej rozmowne, a ona.... no cóż. Była bardzo zamknięta w sobie i nie śmiała. 'Może jeszcze się otworzy'-myślała wychowawczyni. Po posiłku Julka zaprowadziła a raczej zaciągła Natallie do ich pokoju. 
-Łóżko pod oknem jest moje, ale jak chcesz możemy się zamienić. Dla mnie to bez różnicy
Dziewczynka pokręciła głową i wzięła swój plecak, który już był w pokoju
-Jezu, ale ty mało mówisz
Wzdrygnęła ramionami i zaczęła się rozpakowywać, Nie miała dużo rzeczy, dwie pary jeansów, trzy spódniczki, dwie sukienki, może z dwanaście bluzek, kurteczkę, cztery pary butów. Ostatnie co wyciągnęła był pluszowy miś i fotografia
Powiesiła ją koło łóżka, żeby od czasu do czasu móc na nią spojrzeć.Julianna przyglądała się koleżance, aż w końcu podeszła do niej i pokazując na zdjęcie spytała:
-Co ona przedstawia?
Nati spuściła głowę, nie chciała rozmawiać z Julią, nie chciała rozmawiać z nikim. Chciała być sama. Tak całkiem samiutka. Nie potrzebowała rozmowy, pocieszeń, nie potrzebowała nikogo. Zamiast tu mogłaby trafić na bezludną wyspę, na pewno czułaby się lepiej. Mimo, że była 10-latką była strasznie poważna i dojrzała. Julianna jeszcze kilka razy próbowała porozmawiać z nią, ale ta w ogóle się nie odzywała. Siedziała na łóżku ciągle wpatrzona w jeden punkt
-Pozwól, że pójdę pierwsza do łazienki -znowu żadnego odzewu
Gdy po kilkunastu minutach wróciła do pokoju zaniemówiła. Natallie siedziała na parapecie i nuciła co jakiś czas śpiewając. Julianna stała z otwartą buzią. Nie znała jej od tej... radosnej strony. Wydawała jej się inną osobą, inną dziewczyną. Nie tą smutną, tylko wesołą. Chciała by taka już została. Natallie w ogóle jej nie zauważyła i nuciła dalej przez dobre kulka minut. Dopiero, gdy skończyła, dojrzała ją. Od razu spoważniała i spuściła głowę
-To było takie.... prześliczne -wydusiła w końcu -Kto Cię tego nauczył?
-Moja mama -podniosła głowę - Zawsze mi to śpiewała
Julka podeszła do niej i ją przytuliła
-Możesz mi ufać. Chcę być twoją przyjaciółką.......

********************************************************************************
 Cześć. Nawet nie wiecie jak bardzo się stresuję. Wstałam bardzo wcześnie rano i pierwsza myśl: 'Dzisiaj premiera' . Stres od kilku dni zjadał mnie od środka. Ostatnie poprawki, żeby wszystko było perfect. Wczoraj strasznie się wahałam i to było takie: 'A może szybko napiszę coś nowego, innego. A jeżeli to ...' W głowie 1 000 000 000 myśli. Mam nadzieję, że polubicie tą piękną historię. Dodatkowo słuchając nowej piosenki One Direction ( ♥ ) wpadłam na coś, ale nie jest to jeszcze pewne. Wiem, jestem wariatką; 1ns, 2dz 3jwp. Pewnie zastanawiacie się co oznaczają te skróty. Otóż, nie dowiecie się tego w najbliższych tygodniach. Kiedy będzie coś pewne to oczywiście powiem. Dziękuje za to, że jesteście ze mną.
Pozdrawiam
laur_cia









Myśl 

-To co najważniejsze najpierw rodzi się w głowie.
Ma również pewną drogę do pokonania....-



niedziela, 11 października 2015

Wprowadzenie



Czego potrzeba żeby piękny kwiat rozkwitł?

Na pewno wody, słońca, urodziwej gleby, powietrza i oczywiście... odrobiny miłości
Ale jeżeli miłość będzie elementem zabójczym dla rośliny? Wtedy do akcji powinien wkroczyć rozsądek i troska i .... ON! Bo Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty, lecz miłość - kiedy jedno spada w dół, 
drugie ciągnie je ku górze. Czy w tym przypadku będzie tak samo?Czy bohaterom tej historii będzie dany happy end? Czy dwa zamknięte kwiaty otworzą się nawzajem? 
Historia, która w ogóle nie powinna się zdarzyć z pozoru. 
Okrutny los, który na wszystkie ich rany da trochę dobra. Splecie ich historie
Czas nie uleczył jeszcze ran mimo wielu lat
Może nawzajem to zrobią?
Jedno jest wiadome na 100% po ich spotkaniu nic już nie będzie takie same
Żaden poranek, żadna noc, żaden wypad; nic już nie będzie miało takiego samego smaku
Więc czy nieszczęście połączy dwie poranione dusze?

sobota, 3 października 2015

Obsada

Selena Gomez - Natallie Ross


Zac Efron - Cooper Wired


Miss Julie - Julianna Dework

Bella Thorne - Cecylia Seal


Ansel Elgort - Bruno Caspels

Katy Perry - Lisa Wildbork 

Whitney Houston - Naomi Erwis

Theo James - Conrad Well

piątek, 2 października 2015

Ważna informacja!

Cześć. Witam na moim nowym blogu :)
Jeżeli dopiero zaczynasz czytać mojego bloga również polecam mojego drugiego : Sophia
Oficjalnie mogę już powiedzieć, że :
Przed premiera nastąpi 10 października br
Premiera nastąpi 25 października br
Mam nadzieje, że ta historia zdobędzie uwielbienie czytelników jak i jego poprzedniczka a nawet większe
Liczę na was, jeżeli macie jakieś propozycje proszę o kontakt Kontakt przy czym od razu ostrzegam, że wszelkie próby spamu itp. będą zgłaszane
Do zobaczenia 10 października
Pozdrawiam
laur_cia