piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział 10



Czy to możliwe, abym ....

Rozejrzała się wokoło. Dużo zieleni, pola, łąki, kilka małych chat. Typowy wiejski krajobraz. I to czyste powietrze. Upajała się tym. Teraz zazdrościła Cooperowi tego, tego wszystkiego. Już sobie wyobrażała jak to musiałoby być cudowne tak obudzić się rankiem słysząc gdakanie kur. Latem boso wyjść na łąkę, zażyć kąpieli słonecznej i popływać w strumyku. Zimą pojeździć sankami, zrobić anioły na śniegu. Ona tego nie zaznała, a teraz miała spędzić tu trzy dni. Trzy bajkowe dni. Dla niej bajkowe, dla nie których pewnie koszmar. Już wyobrażała sobie dzieciństwo tu, więc teraz rozmyślała o wykorzystaniu jak najlepiej tych dni
-Halo, baza do Natallie. Żyjesz?
-Tak, tak. To jest ....niesamowite
-To jest wieś. Chodź, pokaże Ci gdzie będziemy mieć obóz
-Co?
-Jesteś przytomna? -przyłożył jej dłoń do czoła
Dopiero teraz się ocknęła
-Tak, tak
Poszła za nim i po dotarciu na miejsce otworzyła szeroko usta
-Kiedy ty to?
-Wczoraj -wyszczerzył się
-Wow
-Chciałem by było Perfect
Przytuliła go. Fajnie było mieć przyjaciela a zwłaszcza takiego fajnego. Dawno nie czuła się tak dobrze, chyba nigdy właściwie
-To co? Zostawimy tu plecaki i idziemy zwiedzać
-Nikt ich nie ukradnie
Wybuchnął śmiechem
-No co ty. Tu jest spokojnie
-Zaufam Ci
Mimo, iż mu Ufała to nadal nie Zaufała. Nadal miała w sobie barierę, której nie chciała łamać. To było chyba ostatnie po dawnej Natallie
-Jezu, oddaj mi Natallie
-Co Ci nie pasuje?
-Jesteś dzisiaj strasznie nieobecna
Dopiero teraz zauważyła, że są już kawałek od miejsca gdzie mieli spać. To fakt, rozanieliła się dzisiaj zbytnio. Było tu zbyt cudownie
-To twoja wina -poszła kilka kroków w przód
Tak, było tu cudownie
-Uważaj -nie zrozumiała o co mu chodziło i dalej stała w tamtym miejscu. On zauważył, że ona w ogóle nie rozumie. Drugi raz zawołał a ona niv. W końcu naprawdę zrobiło się niebezpiecznie, więc podbiegł do niej, żeby ją odciągnąć. I wylądował na niej, przewracając ich oboje
-Nie zauważyłaś traktora? Mógł Cię zabić!~-to było jak zimny prysznic
-Jezu, nie mów
-Oh, Natallie Natallie
-A możesz już ze mnie wstać?
No tak, nadal na niej 'leżał'. Jednak mógł utonąć. Mógł zginąć. Wstał i pomógł jej wstać.
-Przepraszam
-Nie no spoko -dała mu całusa w policzek -a to za uratowanie życia
-Opłaca się to robić. -Czy on naprawdę powiedział to na głos?!
-Głupek, gdzie teraz?
-Może tam na wzgórza -wskazał ręką
-Kto pierwszy - i pobiegła w ich stronę, nie czekając na odpowiedź
Zanim zdążył się obejrzeć była już prawie na połowie. Ruszył za nią biegiem. Dobra, pod drogę był lepsza jak i na prostym odcinku. Ogółem była świetna i .... niesamowita. Tak, musiał to przyznać. Była magiczna. Inna. Cudowna
-Boże, co ona ze mną robi? -powiedział pod nosem
Przybiegł na górę kilka minut po nie. Ona w tym czasie została już oczarowana widokami
-Chyba trzeba Ci zawiązać nogi
-Przesadzasz. Brak Ci kondycji
-Bardzo zabawne
-Jednak prawdziwe -usiadł na trawie -biegniemy z powrotem?
-Zapomnij -chwycił ją za nadgarstek -nigdzie nie biegniesz
-Jesteś pewien? -wyrwała mu się i zerwała na nogi
-Natallie, proszę
-Zapomnij -i pobiegła w drogę powrotną
Nie mógł się nią nadziwić. Była niesamowita. I kompletnie inna od pozostałych dziewczyn. Nie wiedział czemu.. ale wiedział, że nie powinien. Pobiegł za nią
-Umiesz rozłożyć namiot, sprinterko?
-Ty już chcesz iść spać? Boże jak to zabrzmiało -zrobiła się cała czerwona
-Haha, nie, ale też nie chcę bawić się po ciemku w składanie namiotu.
Rozłożyli namioty i poszli nad strumyk. o tej porze dnia wyglądał naprawdę cudownie. Słońce chowało się za pagórkami. Wyglądało to inaczej niż w mieście, musiała to przyznać. Gdy zaczęło robić się kompletnie ciemno wrócili do obozu
-Miałeś rację z tym namiotem
-Zawsze mam rację. A teraz jabłko czy gruszka?
-Gruszka
Rzucił je owoc
-Dobranoc -weszła do swojego namiotu
Poczekał chwilę aż był pewien, że go nie usłyszy
-Dobranoc piękna.........

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz