czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 12





Wcale nie chciałam tego słyszeć

Obudziła się wraz z wschodem słońca, a on był obok niej. Nie wiedziała czy to jej się śniło czy to zdarzyła się naprawdę, ale pamiętała, że Coop powiedział 'Też Cię kocham'. Dzisiaj mieli wracać do domu, a ona..... Nie chciała wracać. Obrócił głowę i prawie swoimi ustami dotknęła jego ust. Obudził się
-Już wstałaś?
-Nie mogłam spać dłużej
-Uroki spania na świeżym powietrzu -przeciągnął się -powoli trzeba się zbierać
Wstała i zaczęła sprzątać po wczorajszym ognisku. On tymczasem nadal leniuchował
-Fajnie było tu z tobą przyjechać
-Cieszę się, że Ci się podobało
-Wiesz, z nikim się tak świetnie nie bawiłam, ale teraz rusz ten leniwy tyłek i mi pomóż
-Już
I on wstał. Złożył namioty i spakował resztę do plecaka. Miał w głowie milion myśli. Wszystko co było proste nagle się skomplikowało. Mętlik, burza, pustka jednocześnie. Nie wie co robić. Prosta linia nagle zaczęła być krzywa. Musi porozmawiać z Markiem, musi.... Życie płata niezłe figle, musiał to przyznać
-Ja już skończyłam
-Ja w sumie też
-To co teraz?
-Możemy iść do domu lub drugi raz na tamto wzgórze
-Wzgórze
-Dobra
Poszli w kierunku owego miejsca. Słońce zaczęło już porządnie grzać i robiło się coraz cieplej. Wszelkie stworzenia wychodziły z norek. Z góry było widać jakieś panie wieszające śnieżnobiałe pranie, dzieci biegające wokoło a za nimi pieski. Było to takie.... rodzinne
-Nigdy nie miałam dzieciństwa. Mike wyprowadził się a raczej uciekł gdy miał 17 lat. Grał na gitarze w takiej kiczowatej kapeli BiLong. Biegam tak, ponieważ trenowałam z tatą, jednak gdy stracił pracę zaczął pić i wciągnął matkę. Ojciec później często ją bił. Jednego dnia wyszła z domu, podczas imprezy a raczej kolejnego wieczorku pijaństwa. Wróciłam późno, a o wściekły ojciec uderzył i mnie. Wybiegłam z domu. Mieliśmy zepsutą kuchenkę a pijana mama zapaliła papierosa w pomieszczeniu. Mieszkanie poszło z dymem. -zaczęła szlochać -Wraz z nimi zginęła Bella
Teraz zrobiło mu się głupio, nie znalazł żadnego odpowiedniego słowa. Po prostu podszedł i ją przytulił
-Tak mi  przy.....
-Nie współczuj mi, proszę
-Ale...
-Nie! Wiem co chcesz powiedzieć -odsunęła się - i tak ich kocham. I pamiętam jako tych ludzi zanim zaczęli pić. Nigdy nie szukałam współczucia ani zrozumienia. powiedziałam Ci, bo Ci ufam i uważam, ze zasługujesz by wiedzieć
-Dobrze więc -pogłaskał ją po głowie, cały czas przytuloną do siebie - Mogę jeszcze tylko wiedzieć kim jest Bella?
-Bella był moją młodszą siostrą. Miała tylko 11 miesięcy. Powinnam ją był wtedy wziąć ze sobą
-Miałaś tylko 10 lat
-No to co, dzisiaj żyłaby
-Nie zadręczaj się, życie biegnie dalej
Miał rację, jednak nie przyznała mu tego. Nie głośno
-Dziękuję, bo pokazałeś mi inną stronę życia, dziękuje, bo dostałam kawałek dzieciństwa. Dziękuje -otarła ostatnią z łez -Możemy iść
-Jesteś pewna
-Tak
Wyruszyli więc w drogę powrotną. Według niej plecaki były cięższe niż jak szli tu. Pewnie przez namioty. On chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak nie wiedział co. Wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało. Było jeszcze bardziej pogmatwane niż wcześniej. Nie tak to sobie wyobrażał. Nie tak miało być. Jednak czasu nie cofnie i nie chce tego robić. Chciał być tu i robić to
-W takim tempie zdążymy na obiad
-Nie jestem głodna
Tak jak przewidywał zdążyli przed podaniem do stołu. Odstawił ją pod drzwi i poszedł zdeklarować pani wychowawczyni, że wrócili. Ona w tym czasie zrelacjonowała Juliannie przebieg wycieczki
-Zazdroszczę Ci i jednocześnie gratuluje Coopowi, że dzięki niemu  się otwierasz
-Bardzo zabawne. Zabiorę Cię tam kiedyś. Opowiedziałam Cooperowi swoją historię
-Foch, jemu powiedziałaś po tygodniu znajomości a mi po 3 latach
-Wybacz. Wiesz idę teraz do niego. Muszę mu coś oddać
-Leć
Gdy wyszła z pokoju od razu usłyszała, że ktoś rozmawia. Po chwili zauważyła Coopa. Rozmawiał przez telefon. Postanowiła podsłuchać nie ujawniając się. Nagle usłyszała 'Ja ją chyba kocham'......
*********************************************************************************
Witam. Ten rozdział jest bardzo wzruszający. Sama się popłakałam. Mam nadzieję, że przekaz dotrze, bo on też jest tu zawarty. Czy Coop wykorzysta szansę? Czy Natallie się otworzy? Czy wszystko będzie dobrze? Dowiecie się w następnym rozdziale ;)
Pozdrawiam
Laur Cia

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 11



Kim ty jesteś?

Rano Natallie wstała przed Cooperem. Korzystając z okazji ubrała komplet rzeczy, przygotowanych przez Julianne. Naprawdę uczucie towarzyszące przebywaniu na wsi było cudne. Musi kiedyś wyciągnąć tu Julię. Wyszła z namioty rozglądając się. Polana był naprawdę śliczna. Trawa jeszcze wilgotna od porannej rosy. Wyszła boso, oddychając świeżym powietrzem. Zauważyła nie daleko przy płocie jakąś panią. Postanowiła podejść do niej
-Dzień dobry
-Dobry, co was tu sprowadza? Wakacji się  miejscowym zachciało?
-Nie, ja tu z Cooperem, jestem. Chciał mi pok...
-Ah, ten dzieciak. Same problemy i..
-Czemu pani tak mówi? On przeżył tragedię
-Tragedię? Tragedię to jego rodzice mieli z nim
Wtem poczuła, że ktoś ją pociągnął do tyłu
-Chodź
Coop wziął ją stamtąd
-O czym ta kobieta mówiła?
-Nie wiem, coś z nią nie tak
-Ona twierdzi, że....
-Ufasz obcej kobiecie czy mi -wtrącił a w jego oczach była widoczna złość
-Ufam sobie
Zdenerwował ją. Coś było nie tak. Najpierw on mówi o wypadku, potem sąsiadka przeczy. Najgorsze, że.... nie. To nie ma sensu
-Okej, dobra. Masz prawo. Mam dla Ciebie niespodziankę
-Kolejną?
-Mhm
Zjedli w drogę i wyruszyli dalej. Poszli kawałek za wzgórze, na które ostatnio wbiegali. Nat ujrzała sad, jednak był on niezwykły. Na każdym drzewie była drewniana tabliczka z jakimś napisem. Chodziła od drzewa do drzewa, a on jej się przyglądał. Wyglądała jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Słodka jak taki cukiereczek. Uśmiechała się jak nigdy
-Wow -powiedziała przy ostatnim drzewku -to jest niesamowite
-Ty jesteś niesamowita -dodał cicho
Co powiedziałeś? -myślała, ze się przesłyszała
-Że ostatnie jest najfajniejsze
-Mhm, zgadzam się
Udawała, że nie dosłyszała wtedy, chociaż bardzo dobrze słyszała. Podeszła do miejsca w którym stał
-Warto było tu przyjść -jeszcze raz spojrzała na sad -robi wrażenie
-Temu Cię tu zabrałem. -'Bo ty też robisz wrażenie' dodał w myślach - Głodna?
-Trochę
-Co powiesz na kanapki?
-Brzmi okej
Poszli do obozu
-Dla ciebie
-Dziękuję
-I jak Ci się podoba?
-Jeszcze pytasz
-Wieczorem mam jeszcze jedną niespodziankę
-Wykończysz mnie
-Ostatnią noc trzeba uczcić ogniskiem
Spojrzała na wzgórza. Tyle natury, przyrody. Tyle życia, beztroskiego życia. Teraz i ona mogła go zaznać. Tak jakby uchylił jej kawałeczek bezchmurnego nieba pośród burz
-Idziemy po drewno
-Mhm
Kolejna prymitywna rzecz, która miała dla niej wielką wartość. Weszli kawałek w las. Pokazał jej, które drewno ma zbierać. Przy okazji zauważyła kilka niebieskich ptaszków. Siedziały między gałęziami na drzewach, śpiewając melodie, jakby snując historię.Zeszło im dłużej niż Coop myślał. Wyszli z lasu, gdy zaczęło się robić ciemno. Przygotował wszystko do ogniska i je rozpalił. Na jednym większym pniu mięli usiąść
-Angar, walcz -dźgnęła go patykiem jak pirat mieczem
-Nawet nie wiesz na co się piszesz -zaakceptował jej wyzwanie
Walczyli patykami i świetnie się przy tym bawili. W końcu Coopowi wypadł patyk i był bezbronny
-Błagaj o życie, nędzna płotko -powiedziała zachrypłym głosem
-Koniec zabawy, wygrałaś. A teraz nadziej na szablę pianki i je ładnie opiecz
-Z chęcią
Usiadł obok niego i piekli pianki
Było już nieco późno
-Chyba będę tu dziś nocowała przy ognisku
-Okej, przypilnuję Cię -objął ją ramieniem
-Kocham Cię normalnie -zamknęła oczy
Westchnął i odłożył kije na bok
-Ja Ciebie też kocham......








Serce

-Gdy już dotrze do serca nie ma odwrotu 
i zaczyna czarować. Po czym wyrusza
w dalszą drogę...-

















piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział 10



Czy to możliwe, abym ....

Rozejrzała się wokoło. Dużo zieleni, pola, łąki, kilka małych chat. Typowy wiejski krajobraz. I to czyste powietrze. Upajała się tym. Teraz zazdrościła Cooperowi tego, tego wszystkiego. Już sobie wyobrażała jak to musiałoby być cudowne tak obudzić się rankiem słysząc gdakanie kur. Latem boso wyjść na łąkę, zażyć kąpieli słonecznej i popływać w strumyku. Zimą pojeździć sankami, zrobić anioły na śniegu. Ona tego nie zaznała, a teraz miała spędzić tu trzy dni. Trzy bajkowe dni. Dla niej bajkowe, dla nie których pewnie koszmar. Już wyobrażała sobie dzieciństwo tu, więc teraz rozmyślała o wykorzystaniu jak najlepiej tych dni
-Halo, baza do Natallie. Żyjesz?
-Tak, tak. To jest ....niesamowite
-To jest wieś. Chodź, pokaże Ci gdzie będziemy mieć obóz
-Co?
-Jesteś przytomna? -przyłożył jej dłoń do czoła
Dopiero teraz się ocknęła
-Tak, tak
Poszła za nim i po dotarciu na miejsce otworzyła szeroko usta
-Kiedy ty to?
-Wczoraj -wyszczerzył się
-Wow
-Chciałem by było Perfect
Przytuliła go. Fajnie było mieć przyjaciela a zwłaszcza takiego fajnego. Dawno nie czuła się tak dobrze, chyba nigdy właściwie
-To co? Zostawimy tu plecaki i idziemy zwiedzać
-Nikt ich nie ukradnie
Wybuchnął śmiechem
-No co ty. Tu jest spokojnie
-Zaufam Ci
Mimo, iż mu Ufała to nadal nie Zaufała. Nadal miała w sobie barierę, której nie chciała łamać. To było chyba ostatnie po dawnej Natallie
-Jezu, oddaj mi Natallie
-Co Ci nie pasuje?
-Jesteś dzisiaj strasznie nieobecna
Dopiero teraz zauważyła, że są już kawałek od miejsca gdzie mieli spać. To fakt, rozanieliła się dzisiaj zbytnio. Było tu zbyt cudownie
-To twoja wina -poszła kilka kroków w przód
Tak, było tu cudownie
-Uważaj -nie zrozumiała o co mu chodziło i dalej stała w tamtym miejscu. On zauważył, że ona w ogóle nie rozumie. Drugi raz zawołał a ona niv. W końcu naprawdę zrobiło się niebezpiecznie, więc podbiegł do niej, żeby ją odciągnąć. I wylądował na niej, przewracając ich oboje
-Nie zauważyłaś traktora? Mógł Cię zabić!~-to było jak zimny prysznic
-Jezu, nie mów
-Oh, Natallie Natallie
-A możesz już ze mnie wstać?
No tak, nadal na niej 'leżał'. Jednak mógł utonąć. Mógł zginąć. Wstał i pomógł jej wstać.
-Przepraszam
-Nie no spoko -dała mu całusa w policzek -a to za uratowanie życia
-Opłaca się to robić. -Czy on naprawdę powiedział to na głos?!
-Głupek, gdzie teraz?
-Może tam na wzgórza -wskazał ręką
-Kto pierwszy - i pobiegła w ich stronę, nie czekając na odpowiedź
Zanim zdążył się obejrzeć była już prawie na połowie. Ruszył za nią biegiem. Dobra, pod drogę był lepsza jak i na prostym odcinku. Ogółem była świetna i .... niesamowita. Tak, musiał to przyznać. Była magiczna. Inna. Cudowna
-Boże, co ona ze mną robi? -powiedział pod nosem
Przybiegł na górę kilka minut po nie. Ona w tym czasie została już oczarowana widokami
-Chyba trzeba Ci zawiązać nogi
-Przesadzasz. Brak Ci kondycji
-Bardzo zabawne
-Jednak prawdziwe -usiadł na trawie -biegniemy z powrotem?
-Zapomnij -chwycił ją za nadgarstek -nigdzie nie biegniesz
-Jesteś pewien? -wyrwała mu się i zerwała na nogi
-Natallie, proszę
-Zapomnij -i pobiegła w drogę powrotną
Nie mógł się nią nadziwić. Była niesamowita. I kompletnie inna od pozostałych dziewczyn. Nie wiedział czemu.. ale wiedział, że nie powinien. Pobiegł za nią
-Umiesz rozłożyć namiot, sprinterko?
-Ty już chcesz iść spać? Boże jak to zabrzmiało -zrobiła się cała czerwona
-Haha, nie, ale też nie chcę bawić się po ciemku w składanie namiotu.
Rozłożyli namioty i poszli nad strumyk. o tej porze dnia wyglądał naprawdę cudownie. Słońce chowało się za pagórkami. Wyglądało to inaczej niż w mieście, musiała to przyznać. Gdy zaczęło robić się kompletnie ciemno wrócili do obozu
-Miałeś rację z tym namiotem
-Zawsze mam rację. A teraz jabłko czy gruszka?
-Gruszka
Rzucił je owoc
-Dobranoc -weszła do swojego namiotu
Poczekał chwilę aż był pewien, że go nie usłyszy
-Dobranoc piękna.........

czwartek, 24 grudnia 2015



Czytelnicy
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, chciałabym Wam wszystkim
złożyć świąteczne życzenia: życzę Wam zdrowia, uśmiechu, by Nowy Rok
przyniósł wiele pozytywnych zmian, spełnienia marzeń tych małych i tych wielkich, 
więcej mnie i moich blogów. No i oczywiście szczęścia, bo ono jest najważniejsze.
Mam nadzieję, że wszystko się spełni :)
Merry Christmas

Laur Cia

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 9


Nie dawna przeszłość


Cooper przyglądał jej się jakiś czas. Była jak taki zamknięty kwiat, delikatny, wrażliwy. Wyglądała bardzo słodko jak tak spała. W końcu zmusił się by wstać, zrobił to tak, by się nie obudziła. Położył ją i przykrył. Podniósł książki z podłogi i kilka innych rzeczy i w drzwiach spotkał Juliannę
-Dopiero zasnęła -wskazał na łóżko - Mogłabyś ją spakować? Zabieram ją na wycieczkę
-Jasne, nie ma problemu
-Dzięki
***
Gdy Natallie się obudziła nie było przy niej Coopa. Na sąsiednim łóżku siedziała tylko Julia
-Dzień dobry
-Cześć -usiadła i się przeciągnęła
Po czym poszła do łazienki się obrać. Wychodząc spotkała chłopaka
-Czyżby śpioch wstał wcześniej?
-Nie mogłam spać
-Zjadłaś już śniadanie?
-Nie
-To leć, bo w sumie możemy już ruszać
Jak na skrzydłach poszła do kuchni. Chciała już się stąd wyrwać, choćby na dwa dni. Poczuć się w jakimś stopniu wolna. Ledwo weszła do kuchni a już usłyszała kto ją obgaduje. Wielka księżna nie zepsuje jej tego dnia. Nie chcąc spotkać Cecylii wzięła tylko kanapkę i wyszła. Nie potrzebna jej kłótnia. Zjadła ją idąc do pokoju
-Jezu... nie spakowałam się -powiedziała, gdy już do niego weszła
-Pomyśleliśmy -Julianna wskazała na plecak
-Kocham Cię -przytuliła ją
-To mogę już ją porwać? -niespodziewanie w pokoju znalazł się Cooper
-A bierz ją sobie
Nat wzięła plecak i razem z chłopakiem wyszli z budynku
-Ufasz mi? -spytał unosząc brew
-Jakbym Ci nie ufała, to bym z tobą nie szła
-Wiesz gdzie idziemy?
-Nie mam zielonego pojęcia, tak szczerze
-W moje strony. Kawałek za miastem
-Zapowiada się ciekawie
-I tak będzie
Szli przez miasto śmiejąc się. Minęło dopiero pół godziny od ich wyjścia z domu dziecka i jeszcze trochę, no dobra trochę dużo i będą na miejscu. Natallie miała świetny humor. Czuła się.... przypuszczała, że jak inne dzieci w wakacje. Tak, chciała być dzieckiem, chociaż na kilka chwil. Beztrosko. Jednak, gdy usłyszała dźwięk gitary od razu złe wspomnienia wróciły. Niebawem to co podpowiadał jej wewnętrzny głos stało się prawdą. Zobaczyła go. Siedział oparty o fontannę z swoją gitarą. Zmienił się. Tak, definitywnie się zmienił. Jego włosy, były inaczej ułożone, był blady i chudy. A twarz? Hm.. miała bardziej ostre rysy i do kolczyka w ustach doszedł kolczyk w brwi. Był inny. Chciała by jej nie poznał.
-Siora, aleś wydoroślała -niestety rozpoznał ją
-Mike, minęło 8 lat
-Nie liczę. Niezła z ciebie dupcia, muszę przyznać
-Ej, grzeczniej do damy
-Ta mała to moja siostra i mam prawo mówić co chcę
-Nie masz prawa i lepiej się od niej odczep. Nat chodź
Nie lubiła, gdy się nią dyrygowała, ale posłuchała go. Mike z powrotem wrócił do grania swojej piosenki.
-Kto to był?
-Jak widziałeś, mój brat Mike
-On zawsze był taki?
-A nawet gorszy. Kiedy....
Ucięła. Nie chciała z nim rozmawiać o swojej przeszłości. Nikt nie musiał tego wiedzieć
-Kiedy co? -dopytywał
-Nic, nie ważne... A może teraz ty coś opowiedz o sobie
-Ja?
-Tak, o mnie już trochę wiesz, a ja o tobie nic
-Hm.... byłem najmłodszy z czwórki rodzeństwa. Miałem siostrę Bree i dwóch braci Willego i Thomasa. Zawszę byłem do nich porównywany. Oni byli... tacy święci i cudni. A ja? Byłem inny. Miałem pozornie wszystko. Często kłóciłem się z rodzicami. Aż w końcu postanowiłem nie odzywać się do nikogo. Gapiłem się godzinami w sufit. Pewnego dnia, po bójce z Thomasem rodzice za karę zostawili mnie w domu, a sami gdzieś pojechali. Tego dnia mieli wypadek. Zginęli
-Współczuję Ci
-Yhm.... a twoja historia?
-Tajemnica. Chyba dopiero mój przyszły się dowie. -wzruszyła ramionami
-Okej, wyjdziesz za mnie? -uklęknął
-Głupek
-Zobaczysz i tak zostaniesz moją -puścił jej oczko -dam Ci trochę czasu byś się przyzwyczaiła do tego
-Możesz śnić
-Ranisz moje serce -złapał się za nie
-Ups -zachichotała
-Wiesz, to tu......
*********************************************************************************
Witam. Dzisiaj nie miało być rozdziału, jednak zebrałam swoje 'zwłoki' i spięłam się i jest. To po pierwsze, a po drugie, jak ostatnio mówiłam; wczoraj byłam na wycieczce i w drodze na miejsce nasz autokar prawie miał wypadek. Spałam wtedy i obudził mnie wielki wstrząs. Słuchałam wtedy 'Story of my life' i całe, moje dotychczasowe  życie dosłownie przeleciało mi przed oczami. Jakby kierowca nie wyhamował (dzięki Bogu) najprawdopodobniej ..... nawet nie chcę o tym myśleć. (Boże po co ja to piszę) I postanowiłam dać posta. Taki trochę śmieszny.
Znowu zebrało mi się na 'złote myśli'..... napiszę tylko 'Live while you're young and while you live'
Takim smutnym akcentem kończę
Pozdrawiam
Laur Cia

środa, 16 grudnia 2015

Rozdział 8


*Rozdział nie jest ocenzurowany!!!!*

On woli mnie

Natallie zawsze była wielkim śpiochem, jednak dzisiaj przesadziła. Było już po 13 a ona jeszcze nie wstała.
-Może ruszysz wreszcie swój tyłek? -kolejny raz ten sam głos, który tak 'kochała'
-Co ty tu robisz? -ospale przeciągła się -mówiłam już, ma Cię tu nie być
Zaśmiał się. Kto jak kto, ale jemu nikt nie ma prawa mówić co ma robić a czego nie. Rozejrzał się po pokoju. Strona jej współlokatorki, jak jej tam było, a tak Julia, była bardziej kolorowa i oklejona. A strona Nat? Oprócz jednego zdjęcia była pusta. Spojrzał na nią teraz. Nienawidził, gdy ktoś go olewał a ona właśnie to zrobiła! Zlekceważyła go i dalej poszła spać. Podziałało to na niego jak płachta na byk!. Zrzucił z niej kołdrę i z powrotem usiadł na krześle. Jak się spodziewał momentalnie się obudziła.
-Oddawaj kołdrę, kretynie!
-Zapomnij, księżniczko. Masz wstać
-Pan Zasiedmiogórogrodu się znalazł
Nie mógł powstrzymać się od śmiechu
-Do usług, Fiono
Teraz to ona parskła śmiechem
-Shreku, potrzebuje chwili samotności
To już nie było śmieszne. Przecież ona porównywała go do ogra! Nie żeby miał coś do niego, ale osobiście uważał, ze jest przystojniejszy
-Jestem przystojniejszy
Ze śmiechu spadła z łóżka
-No co? Wolisz mnie czy ogra?
-Hm... trudna decyzja.... ogra poproszę. A teraz wyjdź
-Jeszcze wrócę -i wyszedł
Zraniła jego męską dumę, chociaż spodziewał się takiej odpowiedzi. Musiał jeszcze coś załatwić przed jutrzejszym wyjazdem. Ona ubrała się i zeszła na dół. Zajrzała do kuchni i po wzięciu jabłka wyszła na zewnątrz. Mimo wysokiej temperatury miała na sobie bluzę od Coopa. Dobrze się w niej czuła. Rzadko tu wychodziła, a jeśli już to na krótko. Teraz też miała już wracać, gdy natknęła się a raczej miała zaszczyt wpaść na Księżniczkę Cece
-Uważaj jak łazisz, sieroto -ohhh ten piękny język 'księżnej'
-O co Ci chodzi
Cecylia wybuchła śmiechem
-Myślisz, że ot tak -pstrykła palcami -możesz mi zabrać tego nowego?!
-Ja nic....
-Nie udawaj! On jest mój!
Natallie chciała ją ominąć, ale ta ją szturchnęła
-Nigdzie nie leziesz
-Słuchaj idiotko. Nawet nie wiesz jak on ma na imię! Najwidoczniej on woli mnie -chwyciła szklankę stojącą obok i ją oblała
-Ty dziwko!
Teraz bez problemu ją ominęła i ruszyła biegiem do pokoju. Sama nie wierzyła w to co właśnie zrobiła. Zazwyczaj starała się nie wchodzić Wielkiej Paniusi w drogę. Na początku wydawała się grzeczna, lecz później pokazała swe różki. Wielka Paniusia z bogatego domu, której rodzina nie chciała, bo wstyd było za nią. Chciała się nią nie przejmować, ale nie potrafiła. Usiadła na podłodze, opierając się o ścianę. Gdzie był Cooper i Julianna, gdy ich potrzebowała. Julia była pewnie na kolejnym spotkaniu tego durnego kółka teatralnego, durnego według Natallie. A Coop? Wcięło go gdzieś. Chwyciła bluzę od niego. Miała ochotę ją pociąć. Wystarczyło by się tu pojawił, a już wszystko się sypało. Wszystko. Absolutnie wszystko! Nie miała już ochoty jutro z nim gdziekolwiek iść. Nawet jeśli tu przylezie, będzie głucha. Niepotrzebnie w ogóle zaczęła z nim rozmawiać. Rozpłakała się. Zrzuciła wszystko z biurka. Znowu usiadła na podłodze i wtem Wielmożny Pan się znalazł
-Co się tu stało?
-Wyjdź stąd! Wyjdź z mojego życia!
-Ale...
-Won!
-Nie, nie zostawię Cię -podszedł do niej- Co się stało?
Opowiedziała mu wszystko, omijając wątek z 'On woli mnie'. Nic do niego nie czuła, ale nie chciała dwuznaczności. Niepotrzebny jej zakochany przyjaciel, jeśli tak mogła go nazwać. Przytulił ją do siebie
-Wolę przyjaźnić się z tobą niż z taką idiotką
Zaśmiała się. Przypuszczała, że nigdy z nią nie rozmawiał, a już miał o niej jakieś zdanie. Zgadzała się z nim pod tym względem. 
-Powinnaś iść spać. Jutro mamy trochę do przejścia
-Nie
-Chodź -chwycił ją za rękę i usiedli na łóżku
Objął ją ramieniem. Zasnęła

*********************************************************************************
Cześć! Rozdział dodany w tygodniu, gdyż w sobotę mam wycieczkę (zbieg okoliczności?) i wracamy koło północy, więc pewnie będę zbierała swoje 'zwłoki' i miała lenia na maxa. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Już niedługo premiera Black Mask, mam stresa. Przeszłam również na publikowanie z Gmaila (jeśli tak można to nazwać). A i kolejna nowość, bynajmniej u mnie mam pierwszy kolczyk! Pierwszy z 5, które zamierzam sobie zrobić. Kolejne (2) idę robić dopiero w lutym, bo ten musi się zagoić. Rozpisałam się XD. A i pozdrawiam moją polonistkę, która pewnie to czyta. 
Pozdrawiam
Laur Cia

niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 7




*Z dedykacją dla pewnej Wiktorii*

Mogę ich udusić? 

Natallie obudziła się następnego dnia. Obok niej oparty o ścianę na podłodze spał Cooper. Był ostatnią osobą na świecie, którą chciała tu teraz widzieć. Mimo bólu głowy oparła się o łokcie
-Hej książę, nie za wygodnie Ci? -trąciła go nogą
Natychmiast się obudził
-W sam raz -przeciągnął się -A ty jak się czujesz?
-Całkiem spoko
Wstała i dopiero wtedy zauważyła, że jest w głupiej, słodkiej piżamie
-Kogo to był pomysł?
-To zemsta -puścił jej oczko i roześmiał się
Wywaliła go z pokoju i spojrzała w lustro.

 Rzeczywiście wyglądała komicznie. Chyba należało jej się. Ubrała się szybko i zeszła na dół. Nigdzie jednak nie spotkała kogokolwiek. Weszła do salonu, który jako jedyny pokój był ciemny. W ogóle wydawało jej się to podejrzane. Nagle zapaliło się światło ukazując wszystkich. Byli ubrani kolorowo a pośrodku stał tort a raczej ciasto, które miało go parodiować

-Wszystkiego najlepszego!
Była zaskoczona. Nikomu nie mówiła kiedy ma urodziny. Nikomu oprócz.... Julii. Oh, ta dziewczyna
-Cieszysz się? -właśnie ona była przy niej pierwsza
-Jestem normalnie...
-Szczęśliwa? Zaskoczona? Radosna?
-Nie, jestem wkurzona -jej oczy wydawały się ciskać piorunami
Coop widząc narastający gniew podszedł do nich
-Najlepszego -próbował ją przytulić, ale odepchnęła go
-Pozwoliłeś na to? -wymierzyła w niego palcem
-Tak
Miała ochotę go udusić, albo najpierw ją a później jego. Ale to nie było to czego najbardziej chciała w tym momencie. Po prostu postanowiła wyjść i to zrobiła. Znów poczekała, aż zrobi się trochę zamieszania i poszła sobie. Poszła na piętro a stamtąd na dach. Nieraz już tu przychodziła, gdy chciała być sam ze swoimi myślami. Powietrze znajdujące się tu było orzeźwiające a wiatr rozwiewał włosy na wszystkie możliwe strony. Przypuszczała, że nikt nie zauważył  jej zniknięcia. Jak zwykle zresztą. Pasowało jej to. Od czterech lat nie obchodziła urodzin i teraz nie zmieni tego. Ważne, że wiedziała kiedy będzie pełnoletnia i wyrwie się stąd. Robiło się coraz ciemniej. Jeszcze chwila i wróci do pokoju. Jednak nagle poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Instynktownie odwróciła się
-Przestraszyłeś mnie
-Nie powinnaś tu być. To niebezpieczne
-Ale jest cicho
-Czemu poszłaś?
-Nie lubię oficjałek, mówiłam już
-No tak
Usiadł obok niej i rozejrzał się
-Zapiera dech w piersiach
-Wiem, temu też lubię tu przychodzić
-Czas na prezent ode mnie. Zabieram Cię na wycieczkę, w moje rejony
-Hahaha, zabawne
-Mówię serio, rozmawiałem już z wychowawczynią. Pozwoliła na trzy dniowy wypad. Za dwa dni wyruszamy. Zabierz odpowiednie rzeczy
Natallie na samą myśl o wycieczcie chciało się skakać ze szczęścia. Dawno nie była gdziekolwiek. I to był jedyny plus dzisiejszego dnia. Przytuliła się do niego

-Dziękuje
-Nie ma za co
Fajnie się czuł, wiedząc, że ma prawdziwą przyjaciółkę. Nie plastikową laleczkę, która co chwilę pudruje nosek i poprawia kreski. Przyjaciółkę z którą mógł porozmawiać jak z kumplem. Czuł się również jak taki starszy bat, którym nigdy nie był. Zawsze to on był tym najmłodszym, najgłupszym, bez prawa do własnego zdania. Teraz czuł się tym starszym. I było mu z tym dobrze
-Powinniśmy już wracać -podał jej rękę by pomóc wstać
Odprowadził ją pod same drzwi, czuł się za nią odpowiedzialny
-Do zobaczenia młoda
-Do zobaczenia nowy -odpłaciła mu się pięknym za nadobne
Po wejściu do pokoju kolejny raz rzuciła się na łóżko i udała w piękną krainę snu
*********************************************************************************
Witam w tą chłodną niedzielę :)
Tak wczoraj zebrało mi się na rozmyślanie i doszłam do wniosku, że tak naprawdę była to moja pierwsza wolna sobota. Pierwsza od pół roku i oczywiście leniuchowałam a później pisałam na Black Mask. Odliczanie już się pojawiło na stronie jak i obsada. Mam nadzieje, że się wszystkim spodoba.
Dedykowałam ten rozdział Wiktorii, bo jest moją koleżanką i dzisiaj kończy 20 latek! Wszystkiego najlepszego solenizantko!
A i jeszcze gorąco pozdrawiam moją ukochaną polonistkę, która zapewnię będzie to czytała (dłuższa historia) :)
Dodatkowo ogłaszam, że z racji tego, iż zbliżają się święta będą fajne rozdziały i częściej teraz na okres świąt, jednak nie będą 100% świąteczne (gdyż akcja w Zaufaj toczy się latem). Planuje kilka niespodzianek i może jakiś konkursik
Pozdrawiam
laur_cia

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 6





Nie ładnie tak grzebać komuś w rzeczach

-Może ja wam nie będę przeszkadzała -zaczęła się wycofywać
-Nie trzeba -Natallie momentalnie zeszła z Coopera -My tu nic nie robiliśmy
-Właśnie widziałam
Nat wciągła ją do pokoju i zaczęła w półsłówkach wszystko tłumaczyć intensywnie gestykulując rękoma. Miała nadzieje, że przyjaciółka jej uwierzy. Tymczasem Coop nadal siedział na podłodze i przyglądał się im. Wyglądały bardzo zabawnie. Kiedy w końcu skończyły wtrącił się
-Może pomożecie mi wstać?
-Dasz radę -poklepała go po ramieniu
Wstał zawiedziony i usiadł koło Naty 
-Kogo to zdjęcie? -wskazał na fotografię koło jej łóżka

-Oczywiście, że Natallie. Zostało zrobione krótko po tym jak tu trafiła. Wygląda na nim prześlicznie, choć ona twierdzi, że wyszła brzydko
-Bo to prawda -wtrąciła się
-To ty chyba nie widziałaś brzyduli -wybuchnął śmiechem
Natallie wytknęła mu język
-Ciekawe, czy będzie Ci do śmiechu kąpiąc się w lodowatej wodzie
-A skąd ty wiesz kiedy biorę prysznic? Może to Jul?
-Bo ty zawsze śpiewasz jedną piosenkę. A dla pewności mogę zajrzeć -teraz on wytknął jej język
-Zakluczę drzwi
-Otworze je
-Nie 
-Tak
Zaczęli się kłócić. Julianna przyglądała się temu kilka minut, byli zabawni
-Idź, bo jak Cię kopnę
-Hej! -Julia krzyknęła -Ogarnijcie się!
-Właściwie muszę na chwilę wyjść -Coop wstał i skierował się do drzwi - Ale nie martw się, zaraz wrócę, złośnico -wychodząc wypadł mu portfel
Dziewczyny od razu to zauważyły i go podniosły. Zamierzały go mu oddać, jednak, gdy Nat zauważyła stare, wystające zdjęcie, bez wahania wyciągnęła je.
-Nie powinnaś tego ruszać
Jednak ona już je oglądała i nie mogła powstrzymać się od śmiechu
-No dobra pokaż
Po chwili obie się śmiały, a nawet ze śmiechu turlały po podłodze. Gdy Coop wrócił, na początku nie rozumiał co się dzieje, ale gdy dostrzegł zdjęcie w jednej chwili zrozumiał. Nie był wściekły, chciał.... sam nie wiedział co chciał
-Która wpadła na ten pomysł?  -spytał i dopiero wtedy go ujrzały. Miał bardzo poważną minę, wręcz przerażającą
-Ona -Julianna wskazała na Natallie, a ta z głupim uśmieszkiem wstała
-Oj, doigrałaś się. Co ja z tobą mam -zaśmiał się
-Złap mnie, mądralo
Rzuciła się do ucieczki. Prześlizgnęła się obok niego i biegła korytarzem. Chciała się z nim pościgać. Wreszcie miała godnego przeciwnika. Kiedyś był nim jej tata, oh jaj jej teraz go brakowało. Przyzwyczaiła się już jednak. A raczej nauczyła się żyć z myślą, że została na tym świecie sama, całkowicie sama. No może nie aż tak całkowicie, ale tylko Bóg jedyny wiedział gdzie teraz Mikey się podziewał. Pewnie wędrował gdzieś ze swoją grupą, jeżeli jeszcze BiLong istniało. Musiał się jednak teraz ogarnąć, bo usłyszała głos Coopera. To nie czas na rozmyślania
-Zaraz Cię złapię
-W twoich snach
Przyspieszyła jak najbardziej umiała. Serce waliło jej jak szalone. On ledwo już biegł. Ale skoro za cel postawił sobie, ze ją złapie, to musi tego dokonać. Już raz prawie ją złapał, lecz ona znowu wyślizgnęła mu się z rąk. Przeklął pod nosem, choć było to tu zakazane
-No poczekaj, proszę. Nie mam siły, nie gniewam się już
-Trudno
Natallie obliczyła, że jeszcze kilka metrów i będzie na zewnątrz. Nie wiedziała, gdzie dalej pójdzie, lecz była pewna, ze wróci późnym wieczorem. Już nie raz tak robiła i wszystko było okej. Nie zauważyła jednak koszyka stojącego prosto przed nią........
***********************************************************************************
Cześć! Kolejny rozdział, ale to leci. Jeszcze załamka po Sophii, lecz staram się iść dalej. Plany, pomysły. Idealną harmonię burzą testy i szkoła......... Trudno. Życie
Jak obiecałam tłumaczę co to IWLTD. Albowiem IWLTD to Black Mask , czyli pierwszy tom serii, którą zaczynam. Więcej na Black Mask. Będzie ciekawie. 
Mam nadzieję, że podoba wam się historia Julianny, Natallie i Coopera. Jest inna od wszystkiego co dotychczas pisałam, ale jest wyjątkowa na swój sposób. Każdy jest wyjątkowy i nie zapominajmy o tym
Jezu, ja i te moje 'Złote Myśli' XD
A tak z innej beczki, troszkę z BM, gratulacje dla Harrego z powodu 51 (chyba już 51) tatuażu. Ja bym się nie odważyła takiego czegoś zrobić. Jednak taki sam zamierzam sobie zrobić w 18, czyli mogę już odliczać dni XD. 
A teraz jeszcze z innej beczki, skoro akcja Zaufaj toczy się latem to mam propozycję,. wszyscy pomyślmy o wakacjach i wakacyjnych miłościach:
Pozdrawiam
 laur_cia