piątek, 22 lipca 2016

Rozdział 19




Kilka dni później
Adeline dała się namówić Grace i swojej przyjaciółce na 'wycieczkę' z nimi w weekend do stajni. Grace nie mogła się już doczekać i od rana była wulkanem energii. Natomiast Dominica wpadła, na jak sama uznała, rewelacyjny pomysł i spytała Maca czy też będzie wtedy w stajni i jak się okazało, ja jej korzyść a raczej Ade, miał być. Chciała żeby Adeline mogła spać w nocy spokojniej, a nie martwić się o to wszystko, związane oczywiście z jej pracodawcami. O 12 pojechały do stajni. Adeline stała i czekała na padoku, do którego zaprowadziła ją córka. Kilka minut później z stajni dumnie, na koniu wyjechała Grace z Dominicą która szła obok i również trzymała wodzę.
-Mamo zobacz! To jest Sky -zatrzymała konia nie daleko mamy, która stała lekko nie dowierzając-Jest piękna prawda?
-Tak skarbie. Jest bardzo ładnym koniem
-Ale mamo! To klacz
-No tak przepraszam -uśmiechnęła się i podeszła bliżej. Pogłaskała klacz po łbie i spojrzała na Grace. Była z siebie dumna, a przede wszystkim szczęśliwa i radosna. Chwilę potem Domi całkowicie oddała wodzę Grace i odsunęła się trochę.
-Wio Sky -Grace dała jej komendę żeby ruszyła
-Nic jej się nie stanie? -spytała cicho Ade
-Nie, spokojnie. Nie zostawie jej -zaczęła chodzić za nimi i pilnie obserwować
Deli przyglądała się temu stojąc kawałek dalej i uśmiechała się. Grace bardzo dobrze, jak na swój wiek i od kiedy jeździ, radziła sobie z koniem. Jakby byli ze sobą połączeni w jakiś sposób.
***
-Grace, nie jesteś zmęczona? -Adeline nie mogła się nadziwić ile ta mała dziewczynka która była jej córką mogła biegać i z koniem i za koniem.
-Nie mamo, to świetna zabawa -usiadła na trawie a chwilę potem Sky stanęła obok niej
Grace wzięła więc szczotkę i zaczęła czesać jej najpierw ogon a potem grzywę
-Zobacz mamo! Też umiem pleść warkocze -zaczęła pleść jednego klaczy z grzywy.
Adeline również zdawała się odpocząć, nie myślała o niczym praktycznie. Czuła się wolna, nie martwiła się o nic ani niczym. Spokojnie stała opierając się o jedną z drewnianych belek ogrodzenia i obserwowała co robi jej córeczka. Obok nich, na sąsiednich padokach oraz torach z przeszkodami byli inni ludzie, jeździli na koniach, skakali przez przeszkody albo tak jak Grace teraz, zajmowali się końmi. Było tu cicho, słychać było tylko rżenie, parskanie koni no i oczywiście komendy z ust jeżdżących na nich ludzi. Wszelakich ludzi, młodszych, starszych, kobiet, mężczyzn. I nikt nie był ubrany w garnitur, nikt się nie spieszył, nie miał kamiennej twarzy. Wszyscy byli skupieni na jeździe i koniach. Dominica gdzieś na chwilę poszła, podobno do znajomego. Postanowiła że jeszcze trochę i będą się zbierały do domu. Minęło już trochę czasu od kiedy tu są i Grace przydałby się posiłek. A przede wszystkim kąpiel, musiała to przyznać ze śmiechem. W jej, jeszcze do niedawna czystych włosach było trochę siana. Jak i na reszcie ubrań zresztą również jak i w butach. Tak to było śmieszne, jednak jak zauważyła, większość ludzi którzy stąd wychodzili wyglądali podobnie
-Adeline! -usłyszała swoje imię i się odwróciła. Natychmiast jej dobry humor uciekł, a strach go zastąpił. Dominica stała z dwoma mężczyznami, z których jeden wydawał jej się strasznie do kogoś podobny ale nie potrafiła powiedzieć do kogo dokładnie
-Ttak?
-Jeśli nie poznałaś; to są moi szefowie. Mac i James -teraz już doskonale wiedziała kogo a raczej kim był. Jej serce zdało się zatrzymać ze strachu -Pomyślałam, że dobrze by było żebyście pogadali o tym liście
Wtedy na twarzy Maca, jak zdawało jej się, starszego z braci zmieszanie i zdziwienie
-Ale jakiego listu? James? -spojrzał na brata który trzymał ręce w kieszeniach spodni -możesz to nam jakoś wytłumaczyć
W tym czasie James czuł się jak dziecko które coś zbroiło, jednak on nic takiego nie zrobił
-Adeline, możemy porozmawiać? -zwrócił się do niej
-Nie proszę pana, nie mam czasu na rozmowy z panem. I nie sądzę żebyśmy mieli do porozmawiania o czymkolwiek
-Jednak
-Wyraziłam już swoje zdanie, którego zmieniać nie zamierzam -starała się zachować spokój - Żegnam panów -odeszła z tamtego miejsca i podeszła do Grace która zdawała się temu przyglądać po skończeniu warkocza -Grace, skarbie, chodź, musimy jechać do domku
-Ale mamo

-Kochanie, przyjedziemy jeszcze, obiecuje -dziewczynka wsiadła na klacz i zaprowadziła ją do stajni razem ze swoją mamą. Adeline przed wejściem do niej spojrzała w tamto miejsce i napotkała zdziwiony i zmieszany wzrok Jamesa. Wzrok który chciał coś powiedzieć ale ona nie wiedziała co, a może nie chciała wiedzieć?  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz