niedziela, 10 lipca 2016

Rozdział 17



O co w tym wszystkim chodzi?!
15 czerwiec 2015
Dzisiejszy dzień w pracy, jak na poniedziałek minął Adeline bardzo szybko. Oczywiście zaraz po poszła odwiedzić Thomasa który zawzięcie się upierał że wszystko jest dobrze, nie musi się martwić i on już może sam gdzieś się wybrać. Wróciła więc do domu i spojrzała na godzinę
-Mam jeszcze trochę czasu do powrotu Grace z Domi ze stajni -pomyślała.
Dominice, której wielką pasją była jazda konna co jakiś czas udawało się namówić ją by pozwoliła Grace jechać do stajni. Poszła do swojego pokoju po książkę która zaczęła ale nie miała czasu skończyć.
Tu praca, Grace, obiad, Thomas i jeszcze wiele wiele innych rzeczy, przez co nie raz wydawało jej się że 24-godzinna doba to za mało by starczyło jej czasu na wszystko. Jednak cóż, takie bywa życie. Czasami słodkie jak malina, innym razem kwaśne jak cytryna, lub ostre jak chili. Jest jakie jest i nikt ani nic go nie zmieni ot tak. Trzeba je zaakceptować takie jakie jest i czerpać z niego ile można. Po co je stracić na marudzenie skoro można je przeżyć z uśmiechem? I takie było jej motto, a raczej starała się by takie było. Starała się uśmiechać, być pogodną, wesołą jednak nie zawsze jej to wychodziło. Tym bardziej gdy teraz, tak nagle pojawił się James, dziwny i tajemniczy mężczyzna który nie wiadomo czemu zaczął się wtrącać w jej życie, w ich życie.
Potrząsnęła głową jakby chciała przestać o nim myśleć i wróciła do swojej lektury od której co jakiś czas wyrywały ją jej myśli, biegnąc w kompletnie innym kierunku niż powinny. Nie zdążyła jednak przeczytać za dużo bo do jej drzwi ktoś zadzwonił a ona, z swoim niepokojem pomału poszła otworzyć, i gdy zauważyła że to tylko listonosz jej obawy zmalały. Przyniósł jej jakiś list chociaż koperta i jej wielkość bardziej wyglądały na dokument. Wróciła do swojego pokoju i starannie ją otworzyła i zaczęła czytać. Na jej twarzy pojawił się najpierw lęk, spojrzała więc ponownie na kopertę i przeczytała swój adres a potem wymieszał się z gniewem. Drżącymi rękoma podarła zarówno papier jak i kopertę i wyrzuciła do kosza. Zaczęła płakać, sama nie do końca wiedząc czemu, lecz łzy pomału spływały po jej bladych policzkach kapiąc na podłogę
W tym samym czasie
-Bardzo ładnie Grace! -Dominica szła zaraz obok dziewczynki na koniu i cały czas ją chwaliła -Tylko nie zapominaj o piętach skarbie
Mała blondynka jechała na chyba najbardziej spokojnej klaczy imienia Sky. W małej tajemnicy przed swoją mamą zaczęła się uczyć bardziej na poważnie jazdy konnej, której 'zaraziła' się od swojej cioci. Co prawda jeszcze nie jeździła w 100% sama i bez pomocy ale coraz lepiej jej to wychodziło i nawet mogła zrezygnować już z stałej pomocy instruktora jazdy.
-Spokojnie Grace, trzymaj wodzę i pamiętaj o strzemionach
-Ciociu, nie musisz co chwilę mi o tym mówić. Dam sobie radę -jeździła praktycznie wokoło
Klacz bardzo spokojnie i nie za szybko biegła słuchając jeźdźca którym była Grace. Była szczęśliwa i nie mogła się doczekać kiedy będzie mogła pokazać swojej mamie co już umie a może i ona da się namówić. Przecież jazda konna jest taka fajna.
-O! Cześć -obie w jednej chwili odwróciły się w kierunku rozmówcy przez co Grace wypadła noga ze strzemienia i dziwnie zawisła śmiejąc się przy tym w niebo głosy -O boże, przepraszam. Pomogę -mężczyzna przeskoczył drewnianą barierkę i chwilę potem znalazł się koło dziewczynki i Dominicy która starała się ją uwolnić.
Chwilę potem mężczyźnie się udało a blondynka pobiegła do swojego konia i znowu go chciała dosiąść
-Grace, uważaj, zrobisz sobie krzywdę -pomogła jej wsiąść i odwróciła się do mężczyzny którym okazał się być jej szef, Mac -Dzień dobry proszę pana
-Panem to jestem w pracy, teraz możesz mi mówić na ty
-Ale...
-Nie przeszkadza mi to -przerwał jej zanim zdążyła dokończyć to co chciała powiedzieć -Jeździsz?
-Tak pro... znaczy Mac. Jeżdżę i teraz douczam Grace
-Masz córkę? -na jego twarzy pojawiło się zdziwienie którego nie zdążył zamaskować i jego zwykle kamienna, nie pokazująca żadnego uczucia twarz zmieniła swój wyraz na bardziej ludzką.
-Nie -zaśmiała się na samą myśl że Grace mogłaby być jej córką -Grace jest córką mojej przyjaciółki Ade. Tej która kiedyś przyniosła mi te ważne dokumenty na spotkanie z tym ważnym klientem.
Dostrzegła na jego twarzy jeszcze większe zdziwienie jednak tym razem po chwili znikło a na jego twarzy pojawił się uśmiech który miał być życzliwy i miły ale od razu poznała że był sztuczny i miał zamaskować prawdziwe odczucia bruneta.
-Nie słyszałem nigdy o takim imieniu jak Ade
-Adeline, Ade to tylko skrót
-No tak, mogłem się domyślić. A w takim razie jaki jest skrót od twojego imienia?
-Domi, czasami tak do mnie mówią -uśmiechnęła się i spojrzała na Grace by sprawdzić czy wszystko jest dobrze. Dziewczynka jakimś cudem sama zsiadła z klaczy i czesała jej grzywę.
-Ile ma lat? -wskazał na nią
-Grace? Ma 6 lat -i znowu zauważyła na jego twarzy zmieszanie
-Czyli jest całkiem duża -szybko powiedział -Ma rękę do koni
-Tak, chyba tak. Lubi to -jednocześnie spojrzeli na nią
-Do zobaczenia w pracy Domi. Ja niestety muszę iść do mojego konia, ostatnio go trochę zaniedbałem niestety
-Dobrze, do widzenia Mac -podeszła do Grace -pokazać ci jak zapleść jej warkocza?

-Tak!  
*********************************************************************************
Cześć wszystkim! Tak wiem, miał być rozdział specjalny ale sprawa jest taka że został on napisany przeze mnie z bohaterem który pojawi się dopiero w 2.. chyba 22 rozdziale więc dodam go wtedy.. Nie wiem co mi się pomyliło ale cóż, czasami tak z przepracowania bywa
Mam nadzieje że nie macie mi tego za złe :)
Never

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz