piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział 22



25 czerwiec 2015
W przeciągu ostatnich kilku dni w życiu Adeline nie działo się nic dziwnego ani choćby czegoś co odbiegałoby od rutyny. Praca, dom, Grace, zakupy, obowiązki i odpoczynek. I tak w kółko, bez żadnych zmian czy nowości. Zakończenie roku szkolnego zbliżało się nieubłaganie i dosłownie za kilka dni pożegna się z większością swojej grupy. Przygotowania szły bardzo szybko i teraz głównie wszystkie 'starsze' grupy robiły próby przed przedstawieniem. Było bez zmian aż do dzisiaj gdy Adeline, jak zwykle po powrocie do domu zastała kolejny list. Położyła go na stole z myślą że to są jakieś rachunki, czynsze i zajęła się tym co ważniejsze. Grace bawiła się z Jake'iem u Kati więc ona mogła śmiało wypełniać wszystkie urocze dyplomy dla dzieci
-Jeszcze rok i Grace też pójdzie do szkoły -powiedziała cicho gdy wypisywała dyplom dla niej
Wypisywała kolejne i kolejne aż z 27 do wypisania zrobiły się 3 i wtedy zadzwonił telefon. Bez zbędnego patrzenia kto dzwoni, z powodu zapracowania odebrała od razu
-Adeline Chalks, tak słucham?
-Wiem, że to ty Adeline -usłyszała głos, głos Jamesa -dzwonię by spytać czy przyjmujesz moją ofertę
Na jego słowa jej serce zaczęło bić jak szalone, jaką ofertę? O czym on mówi?
-Przykro mi ale nie rozumiem o czym Pan mówi
-O ofercie pracy, ponownie złożonej przez naszą firmę dzisiaj powinnaś ją dostać do swoich rąk
I wtedy przypomniała sobie o białej kopercie którą dostała dzisiaj z pocztą. Poszła od razu po nią i ją otworzyła
-A więc jaka jest decyzja?
-Decyzja, jak i ostatnio brzmi NIE -powiedziała nieco ostrzejszym tonem ostatnie słowo
-Radzę się nad tym jeszcze zastanowić
-Grozi mi pan?
-Nie, jednak sugeruję że w mojej, naszej firmie mogłabyś z pewnością lepiej zarabiać, moglibyśmy przedyskutować godziny pracy tak byś mogła spokojnie zajmować się córką. Oczywiście dodatkowo trzy razy w roku urlop i wszystkie potrzebne kursy opłacamy my. Stanowisko dla ciebie też byłoby fajne
-A ja sugeruję że jeśli szuka pan nowej pracownicy czy kogo to pan tam potrzebuje to pomylił pan adresy. Żegnam pana -rozłączyła się podirytowana
Czy ten bałwan myślał że przekupi ją pieniędzmi? Urlopem? I Bóg wie jeszcze czym? Ona kocha swoją pracę, tak definitywnie to kocha. Kocha to że jest blisko ludzi, ma możliwość porozmawiania z bardzo miłymi osobami. Może nie zarabia przysłowiowych kokosów ale wystarcza jej to na wiele i nigdy nie jest w sytuacji gdy Grace brakuje czegokolwiek czy rachunki są nie zapłacone. Nawet jeśli miałaby problemy z pieniędzmi to zawsze może liczyć na swoją mamę i tatę. Zawsze może liczyć na koleżanki z pracy i zawsze może się ubrać jak chce do pracy a nie musi chodzić w sztywnym, poważnym stroju dopięta na ą, ę. I przede wszystkim jej szefem nie jest osoba która ją przeraża tylko bardzo miła i pogodna osoba z którą zawsze może porozmawiać.
Skupiła się na kartkach wyjętych z koperty i zaczęła czytać co jej 'oferują' i na jakich warunkach chcieli by ją zatrudnić. Przeczytała je i rzuciła na kuchenny stół
-Nie mam zamiaru się tym denerwować -powiedziała i w myślach policzyła do 10 po czym wróciła do swojego miejsca pracy czyli stołu w salonie i dokończyła wypisywanie dyplomów. Później poszła po kilka większych reklamówek i zapakowała wszystkie nagrody dla dzieci kończących przedszkole i schowała je w sekretne miejsce.
-Teraz już chyba wszystko mam gotowe -w głowie myślała nad wszystkimi rzeczami które miała na dzisiaj zaplanowane
Wypisać dyplomy
Odebrać nagrody
Zapakować je
Połączyć dyplomy z nagrodami
Schować je
-Okey, wszystko mam gotowe
Poszła do kuchni by ugotować jakiś obiad dla niej, Grace i Dominicy która jak zwykle wróci spóźniona z masą dokumentów, raportów i innych rzeczy do wypełnienia 'na wczoraj'. I wtedy zrozumiała że tego też nie dałaby rady znieść w 'nowej' pracy. Ona woli pracować z ludźmi, dziećmi a nie z papierami, drukarkami i komputerami. Myślała nad tym gdy wstawiała Lasagne do piekarnika i pomyślała także o Jamesie. Nadal ją przeraża, nadal jest w nim coś co wzbudza w niej strach a ona nadal nie wie czemu. Zdecydowanie powinna już przestać się bać, ale nie może. Nadal w jej głowie jest to wszystko, to co się stało 6 lat temu i to ją przeraża. A może przerasta?
Kilkanaście minut później wyjęła gorącą potrawę z piekarnika i poszła odebrać Grace od kolegi
-Cześć, przyszłam odebrać już Grace. Za dużo ci siedzi na głowie
-Nie no coś ty! -odpowiedziała jej z uśmiechem czarnowłosa. Polubiła Katrine, jest bardzo miłą i otwartą młodą dziewczyną i dość szybko, jeśli tak można nazwać ponad pół roku, złapały dobry język
-Mamo! -przybiegła do niej jej córka i się przytuliła -a zaprosimy Jake do siebie?
-No dobrze, akurat zrobiłam obiad. Zjecie i dalej się pobawicie okey?
-Tak!

I chwilę potem w jej domu był również przyjaciel jej córeczki wskutek czego mieszkanie wypełniło się głosami i śmiechami dzieci. Tak jak kiedyś w jej domu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz